Zaburzenia odżywiania.

Wypełniam ciało butelkowaną wodą z dodatkiem (podobno niezbędnych człowiekowi) minerałów. Czuję, jak specyficzne zimno powoli zalewa żołądek, wypełnia go, ucisza pomrukującą pustkę. W ustach umieszczam słonawe ziarna, badam je językiem, powoli obracam, naciskam zębami, pękają… Czuję smak, nie do określenia. Tak samo jak chleb – rozkosz dla podniebienia, zagadka dla umysłu, który nieustannie usiłuje wszystko nazywać. Rozgryzam je po kolei, oleiste ziarna, jedno po drugim, nasiona kwiatu słońca. Gdyby nie procesy, jakim poddały je ludzkie dłonie, któreś, najwytrwalsze byłoby teraz kiełkującą rośliną, zwracającą pierwsze zielone wysiłki ku jasności nieba. Ich przeznaczeniem stał się mięśniowy worek, wypełniony kwasem. Zmodyfikuje je, rozłoży na mikrocząstki, wyssie co najcenniejsze, po czym wyrzuci w postaci śmierdzącej brei. Ot i cały proces odżywiania.

Dlaczego jedzenie jest niezbędne do życia?