Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2016

O tym jak nienawiść do balsamowania sprawiła, że odkryłam ideał!

Obraz
O wrodzonej nienawiści do wszelkiego rodzaju smarowideł mogłabym się rozpisywać godzinami... Nie jestem w stanie znieść uczucia lepkości na skórze, czekać aż balsam się wchłonie (stojąc nago w łazience), o nie, to zdecydowanie nie moja bajka! I pewnie gdybym mieszkała blisko natury i myła ciało w górskim strumieniu, nie miałabym pojęcia, co to balsam i jakie jest jego zastosowanie. Przyszło mi jednak mieszkać w mieście i chcę czy nie, zmuszona jestem korzystać w takiej wody, jaka jest dostarczana do mieszkania, a trzeba przyznać, że najlepszej jakości ona nie jest. Dodatkowo katuję moją i tak przesuszającą się skórę regularnym basenem. A jak powszechnie wiadomo, chlor nie nawilża ;)   Wniosek jest prosty: muszę nawilżać skórę, inaczej będę się drapać jak zapchlone zwierzę.  Znalezienie odpowiedniego mazidła, było dla mnie nie lada wyzwaniem. Przeteswałam wiele drogeryjnych produktów, niestety żaden mnie nie powalił, z każdym kosmetykiem problem był ten sam - musiałam "wieki"…

Koniec problemów z końcówkami!

Obraz
Dziś znów będzie o włosach. Ściślej - o końcówkach, które niezadbane są w stanie zepsuć najbardziej misternie układaną fryzurę.
Na rynku dostępne są dziesiątki produktów pielęgnujących końcówki właśnie. Spośród kosmetyków bez spłukiwania mamy do wyboru mleczka, płynny jedwab, rozmaite olejki oraz serum ze specjalnym przeznaczeniem a to do włosów suchych, zniszczonych, to znów do farbowanych, rodzaje można by długo wymieniać. I wydawałoby się, że w mnogości produktów bez trudu znajdę coś, co przypasuje moim włosom, a jednak poszukiwania trwały długo. Na szczęście udało mi się natrafić na produkt, który spełnia wszystkie moje oczekiwania: Kerastase Cristalliste Lumiere Liquid - serum nabłyszczające i wygładzające włosy.



Produkt to nie olejek, nie jest też wodnym serum. Konsystencja jest lekka, choć delikatnie tłustawa, śliska. Jedna pompka wystarczy by bez problemu zabezpieczyć końcówki wszystkich włosów, a jeśli coś pozostanie, śmiało można przeciągnąć po długości - bez obaw, że serum …

Droższe znaczy lepsze?

Obraz
Przyjęło się, że droższe znaczy lepsze. Czy na pewno? Czy szampon, za który zapłacimy trzycyfrową kwotę sprawi, że nasza fryzura będzie olśniewająca? Czy warto wydać więcej na coś, co tylko na chwilę ląduje na naszej głowie, by ostatecznie zniknąć w odmętach kanalizacji?  Od dłuższego czasu sporo testowałam, porównywałam, sprawdzałam w różnych warunkach atmosferycznych i nadszedł czas, żebym podzieliła się wnioskami. Dziś opinii podlega KOLEKCJA RESISTANCE marki Kerastase, w skład której wchodzą (od lewej):
1. maska Terapiste 2. odżywka przed kąpielą Terapiste 3. kąpiel Terapiste 4. serum Terapiste . 



Maska Terapiste 

Maska rekomendowana przez producenta jako produkt do włosów grubych i zniszczonych, poddanych wielu zabiegom. W 100% zgadzam się z sugestią marki Kerastase. Jest to produkt bardzo mocno nawilżający i regenerujący włosy. Najlepszym testem było użycie maski po powrocie z wakacji, kiedy to nie szczędziłam włosom kąpieli w upiornie słonej wodzie Morza Śródziemnego i spacerów…

Włosomaniactwo.

Obraz
Po raz pierwszy od lat nie farbuję włosów. Udało mi się zapuścić i obciąć cały odrost, a wariactw kolorystycznych mam na koncie sporo. Koloryzację zaczęłam bardzo wcześnie, w 5 klasie szkoły podstawowej ciocia zrobiła mi pasemka. Jak się domyślacie, w ruch poszedł rozjaśniacz, włosy dość szybko zżółkły i wyglądały fatalnie. Poradziłam sobie z tym farbując całą głowę na czerwono. Później były rozmaite odcienie fioletu, wiśni, burgundu, aż dotarłam do czerni i mówiąc kolokwialnie "utknęłam" na parę lat. Odcieni, a w zasadzie "połysków" czerni miałam kilka - granatową, fioletową, klasyczną... Wyjść z tego nie było prosto, a krótkie ścięcie włosów nie wchodziło w grę! Dzięki stopniowym dekoloryzacjom i farbowaniu na brąz udało się pozbyć czerni. Zawsze uważałam, że mój kolor jest mysi, nijaki, bury, tak więc farbowania nie zaprzestałam. Wypróbowałam rudy i różne rodzaje brązu. Włosy były zniszczone, przesuszone, kolor bardzo szybko płowiał i w końcu przejrzałam na oczy…

Czasem dobrze zająć się emocjami.

Obraz
Pierwszy stycznia dwa tysiące szesnastego roku. Pierwsza strona nowej, niezapisanej książki, dzień pełen nicnierobienia. Dziś leżę na kanapie i zamiast robić listy noworocznych postanowień, zajmuję się emocjami.

Obejrzałam film z bardzo pozytywnym przesłaniem. Ponad połowę w zasadzie przepłakałam, ale nie każda łza jest czymś złym. Obraz był pełen emocji, postaw godnych naśladowania w nie zawsze łatwej codzienności. Był piękny, a co budujące - inspirowany faktami. Film - niemal biografia geniusza Stephena Hawkinga - "Teoria wszystkiego" w reżyserii Jamesa Marsha. Z premedytacją nie napiszę recenzji, nie streszczę, ocenę zostawiam każdemu indywidualnie. Po prostu polecam. Dwie godziny emocji, maszyna napędowa do przemyśleń.



Mam jeszcze jedną inspirację na najbliższy czas, na nadchodzące dni, na życie. Dla wielu pewnie żadne odkrycie, ale ja dopiero dziś poznałam płytę zespołu LemON i zakochałam się bez pamięci. Poruszająca, inspirująca, piękna. Teksty dodające skrzydeł i cud…