O tym jak nienawiść do balsamowania sprawiła, że odkryłam ideał!

O wrodzonej nienawiści do wszelkiego rodzaju smarowideł mogłabym się rozpisywać godzinami... Nie jestem w stanie znieść uczucia lepkości na skórze, czekać aż balsam się wchłonie (stojąc nago w łazience), o nie, to zdecydowanie nie moja bajka! I pewnie gdybym mieszkała blisko natury i myła ciało w górskim strumieniu, nie miałabym pojęcia, co to balsam i jakie jest jego zastosowanie. Przyszło mi jednak mieszkać w mieście i chcę czy nie, zmuszona jestem korzystać w takiej wody, jaka jest dostarczana do mieszkania, a trzeba przyznać, że najlepszej jakości ona nie jest. Dodatkowo katuję moją i tak przesuszającą się skórę regularnym basenem. A jak powszechnie wiadomo, chlor nie nawilża ;)  
Wniosek jest prosty: muszę nawilżać skórę, inaczej będę się drapać jak zapchlone zwierzę. 
Znalezienie odpowiedniego mazidła, było dla mnie nie lada wyzwaniem. Przeteswałam wiele drogeryjnych produktów, niestety żaden mnie nie powalił, z każdym kosmetykiem problem był ten sam - musiałam "wieki" czekać aż się wchłonie... Próbowałam też specyfików aptecznych, niestety zazwyczaj były one bezwonne i nie zachęcały do regularnego stosowania. Wybawieniem dla mojego lenistwa stało się odkrycie maseł do ciała marki The body shop:

The body shop, strawberry - masło do ciała




Zalety:
+ wydajność - wystarczy odrobina, by nawilżyć ciało
+ ekspresowe wchłanianie - zanim skończę się smarować, w pierwszych partiach już się wchłonie i po minucie mogę się ubierać :)
+ obłędne zapachy (i wybór!) - to trzeba poczuć :)

Wady:
- dostępność: jedynie stacjonarnie, nie mają sklepu internetowego, choć wybrane znalazłam też, np. na TU
- cena* - regularna 69,90 za 200ml

*ale jest na to rada: obecnie w sklepach The body shop trwają promocje i masła do ciała można kupić z 40% zniżką, z czego zresztą skorzystałam, a co! :)

Dopóki nie spróbowałam tych maseł, nie rozumiałam ich fenomenu. Ot, ładnie (no dobra, zabójczo) pachnące smarowidło, czym tu się zachwycać, balsam jak balsam - myślałam. Teraz wiem, że jest to coś, co sprawia, że wieczorny prysznic zmienia się w sensoryczny rytuał, na który czekam z niecierpliwością!

Ciekawa jestem co myślicie o masłach marki The body shop? Kupujecie, lubicie? Dajcie znać!  :)




post nie jest sponsorowany, masło truskawkowe wygrałam w konkursie komentarzowym na fb, passion fruit zostało zakupione przeze mnie

Komentarze

  1. Przyznam, że mnie intrygują. Ja do tej pory używałam balsamów Evree, ale wiadomo - kobieta zmienną jest i nawet jak znajdzie ideał nie zaprzestaje poszukiwań ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za tymi masłami zdecydowanie przemawiają zapachy - powąchaj kiedy będziesz w The body shop - na pewno się w którymś zakochasz :)

      Usuń
  2. Oj wąchałam te masełka, takie cudne zapachy <3 Może kiedyś się na jakieś skuszę, aktualnie balsam z Bath&Body Works i Avisea u mnie królują. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani Bath&Body Worsk, ani też Avisea jeszcze u mnie nie gościły, więc nie mogę porównać ;) Ale wszystko, co pachnie działa na mnie jak magnes, więc pewnie kiedyś się skuszę! Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. O widzę, że mamy bardzo podobnie! Mnie też żadne drogeryjne smarowidła w ogóle nie satysfakcjonują i bardzo się ciesze, że odkryłam masła TBS. Nie ma od nich nic lepszego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj też musów z Sephory, pachną równie zniewalająco i ładnie się wchłaniają. Wieczorem dodam nowy post właśnie na ich temat - serdecznie zapraszam :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Niestety nie miałam do czynienia z tym produktem, ale wszystko przede mną! ♥
    Zapraszam do mnie, może wspólna obserwacja? :)
    Byłabym też wdzięczna za kliknięcie w link do lampy :)

    http://veronicalucy.blogspot.com/2016/10/hybrid-manicure-step-by-step.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczna inwentaryzacja i wyzwanie!

Zawsze mam się w co ubrać!

Kobieto! Jesteś piękna!