Sekrety urody Koreanek - moja (polska) interpretacja :)

Witaj:)

Dziś parę słów o tym, jak wyglądać promiennie, czyli "Sekrety urody Koreanek" i moja polska interpretacja :)


Powyższa pozycja od wielu dni pojawia się na YouTube, zawładnęła też Instagramem i skuszona jej wszechobecnością sięgnęłam po tę książkę podczas ostatniej wizyty w księgarni. Jestem świeżo po lekturze, dlatego też postanowiłam wtrącić swoje 3 grosze i wypowiedzieć się w temacie, czy warto wydać 36,90 zł na jeden wieczór czytania. Urodowy przewodnik napisany jest bowiem tak lekkim i przystępnym językiem, że przeczytanie go od deski do deski zajmie Ci jeden, góra dwa wieczory. Czy zatem warto? Jeżeli jesteś zadowolona ze stanu swojej cery, możesz sięgnąć po tę pozycję w ramach ciekawostki, lecz jeśli stan Twojej skóry dalece odbiega od wymarzonego, to pozycja obowiązkowa! Swobodny sposób narracji sprawa, że dla dorosłych czytelniczek, będzie to bardzo przyjemne, odprężające "czytadełko", w którym autorka zawarła cenne wskazówki dotyczące pielęgnacji cery. Bardzo młode dziewczyny dowiedzą się jak dbać o urodę, co robić, a czego unikać, by zawsze wyglądać dobrze i na długie lata zachować świeżą i młodzieńczą skórę. Książka zawiera wiele cennych porad i choć nie dowiedziałam się z niej niemal niczego nowego, przypomniała mi jak ważne jest stosowanie kilku kosmetyków, które niejednokrotnie zdarzało mi się pominąć. A wszystko w ciągu paru godzin, jakie spędziłam, jakbym rozmawiała z dobrą koleżanką.

Charlotte Cho usystematyzowała etapy pielęgnacji - począwszy od demakijażu na filtrze przeciwsłonecznym kończąc. Od jakiegoś czasu stosuję podobny system, przedstawię Ci zatem jak u mnie wygląda "pielęgnacja w 10 krokach", w polskim wydaniu, przy użyciu kosmetyków dostępnych na naszym rynku.


Zanim przystąpię do przedstawienia całego rytuału pielęgnacyjnego - słów kilka o mojej skórze: mieszana, skłonna do wyprysków, przetłuszczająca się w strefie T. Niestety doskonale wiem, czym są zaskórniki, wągry i rozszerzone pory. Metodą prób i błędów opracowałam schemat działania bardzo zbliżony do 10 kroków koreańskiej pielęgnacji i z czystym sumieniem, mogę polecić go wszystkim! W ten sposób utrzymuję skórę w ryzach, a przykre niespodzianki zdarzają się okazjonalnie.

1. Po pierwsze - DEMAKIJAŻ:

Wieczorny rytuał pielęgnacyjny zaczynam od dokładnego oczyszczenia twarzy. Najpierw płynem micelarnym delikatnie usuwam makijaż oczu przytrzymując nasączony płatek kosmetyczny przez kilka sekund. Autorka o tym nie wspomina, jednak nie lubię rozmazywania tuszu po skórze całej twarzy, dlatego też zaczynam od ściągnięcia "pierwszej warstwy" - makijażu kolorowego. Zwykle przecieram też nasączonym płatkiem całą buzię. Jednym z moich ulubionych płynów micelarnych jest super tani Be beauty w wersji nawilżającej produkowany przez Torf Corporation (producenta Tołpy), do kupienia w każdej Biedronce. Stosowałam różne płyny, absolutnie nie powiem, że osławiona Bioderma Sensibio czy Dermika to złe produkty, ale jak w sloganie z reklamy - jeśli nie widać różnicy, po co przepłacać? ;)
Drugim krokiem demakijażu jest dokładne pozbycie się produktów kolorowych z twarzy. Aby dobrze rozpuścić resztki tuszu, podkład, puder i sebum, które przez cały dzień zebrało się na skórze, masuję twarz nierafinowanym olejem kokosowym (polecam z uwagi na piękny zapach). Możesz użyć dowolnego olejku, z którym lubi się Twoja skóra. Obecnie używam oleju kokosowego kupionego na stronie Biochemia Urody, ale okazjonalnie, kiedy go zabraknie, sięgam po zasoby kuchenne - olej lniany czy oliwa z oliwek są równie skuteczne. Próbowałam również oleju jojoba, z pestek śliwki czy migdałów - wszystkie sprawdzały się przyzwoicie. Rozpuszczony makijaż ściągam z twarzy małym ręcznikiem namoczonym ciepłą wodą.

2. Oczyszczanie:

Demakijaż zakończony, czas na oczyszczanie twarzy: do tego celu wieczorem używam żelu oczyszczającego. Aktualnie marki Neutrogena, ładnie pachnie, dobrze zmywa, ale nie jest to mój szczególny ulubieniec. Nie mam mu nic do zarzucenia, lecz po skończeniu buteleczki, na pewno przetestuję coś innego.


3. Peeling:

Co parę dni używam płatka peelingującego marki Sephora i bardzo go sobie chwalę. Skóra po takim oczyszczaniu jest niezwykle gładka i miła w dotyku, a przy tym nie podrażniona.
Raz - dwa razy w tygodniu stosuję również peeling enzymatyczny. Od dłuższego czasu jest to preparat marki Ziaja. Jest dobry, delikatnie złuszcza martwy naskórek, pachnie lekko chemicznie, ale nie jest to drażniąca woń. Kiedy wykończę tę wielką, 400ml butlę, kupię coś bardziej naturalnego, na mojej "wishliście" jest ekstrakt z papai ze strony mazidła.com.



4. Tonik:

Ze skruchą pochylam głowę i bijąc się w piersi obiecuję poprawę! O ile wieczorem w miarę regularnie po niego sięgam, tonik jest najczęściej pomijanym przeze mnie kosmetykiem, zwłaszcza rano, kiedy mam ograniczony czas na przygotowanie się do wyjścia.
Do porannego oczyszczania twarzy stosuję delikatny żel - np. Rumiankowy marki Sylveco. Ponieważ po zastosowaniu łagodnego preparatu, moja skóra nigdy nie jest napięta, często nie używałam toniku. Lektura "Sekretów urody Koreanek" zmieniła moje podejście i przez ostatnie dni regularnie nawilżam moją cerę hibuskusowym tonikiem do twarzy Sylveco lub (kiedy moja skóra przeżywa atak nieprzyjaciół potocznie zwanych pryszczami) przecieram zmiany srebrem koloidalnym a dopiero później wklepuję tonik.


5. Esencja:

To jedyny element, którego do tej pory nie stosowałam. Przyznam, że muszę zgłębić meandry rynku kosmetycznego, bo do tej pory nie spotkałam się z produktem nazwanym "esencją" na półkach polskich drogerii czy nawet aptek. Cytując Charlotte: "Esencje to popularna w Korei kategoria produktów - wiele Koreanek wierzy, że to najważniejszy element ich rytuału pielęgnacyjnego! Mówiąc ogólnie, esencje mają rzadszą i bardziej wodnistą konsystencję niż serum i ampułki, ale większość z nich zawiera aktywne składniki, które pomagają nawilżyć cerę, rozjaśnić i/lub ujędrnić ją, wyrównać jej koloryt i zredukować widoczność zmarszczek. Używa się ich po etapie tonizowania, ale przed nawilżaniem, i należy wklepać je w skórę całej twarzy."
Jeśli znacie jakieś dostępne w Polsce ESENCJE, bardzo proszę o polecenie :) Rozważam też sprowadzenie na próbę koreańskiego produktu, jeśli się sprawdzi, na stałe zagości w mojej pielęgnacji.

6. Ampułki, koncentraty i serum:

W tej kategorii od grudnia stosuję tylko jeden produkt - zawsze na noc i czasem pod makijaż: Estee Lauder Advanced Night Repair.
Początkowo moje nastawienie było sceptyczne. Użyłam serum parę razy i nie widziałam spektakularnych efektów, więc w mojej głowie szybko pojawiły się myśli: "przepłaciłaś", "kupiłaś takie ot, mazidełko w ładnym opakowaniu". A trzeba przyznać, że do tanich to serum nie należy. Nie widząc jednak cudów, używałam produktu, kiedy mi się przypomniało, że go mam. W okresie ładnej cery serum poprawia poziom nawilżenia, ale podobny efekt można osiągnąć przy użyciu wielu kremów czy ampułek, nie widziałam żadnych rewelacyjnych rezultatów. Zalety serum dostrzegłam dopiero, gdy stan mojej skóry uległ mocnemu pogorszeniu - pojawiły się liczne wypryski zwłaszcza na policzkach i w okolicach brody, skóra była poszarzała i przesuszona, wtedy włączyłam je na stałe do codziennej wieczornej pielęgnacji, co drugi dzień nakładałam też rano. Problemy zniknęły jak ręką odjął w ciągu zaledwie kilku dni. I dlatego uwielbiam ten produkt - kiedy coś się dzieje, działa z niesamowitą szybkością, efekty widać z dnia na dzień. Oczywiście od czasu do czasu wyskakuje mi pojedynczy "nieprzyjaciel", zaskórniki w okolicach brody i na nosie nadal mi towarzyszą, ale stan mojej cery poprawił się niesamowicie. Skóra jest nawilżona, pory "wypchnięte", a ja patrząc w lustro uśmiecham się do swojego odbicia i jestem zadowolona :)


7. Maseczka w płachcie:

Przyznam bez bicia, że nie wierzyłam w lepszą skuteczność działania maseczek w płachcie od tych tradycyjnych. "Maseczka to maseczka" - myślałam sobie, "zawsze będzie dla skóry dobra". Sporo przed lekturą "Sekretów urody Koreanek" sięgnęłam po pierwszą maseczkę w płachcie i przepadłam na dobre :) Pokochałam tego typu nawilżanie skóry, ponieważ widać je gołym okiem, efekt jest natychmiastowy! Po zdjęciu takiej płachty nasączonej składnikami pielęgnacyjnymi, cera jest mocniej nawilżona niż po jakiejkolwiek masce, którą do tej pory stosowałam. Ale niestety maseczka maseczce nierówna. Miałam przyjemność użyć produktu My Beauty Diary zakupionego z Singapuru, który działał rewelacyjnie oraz kilku dostępnych w Polsce na drogeryjnych półkach o skuteczności bardzo zróżnicowanej. Na razie polecić mogę jedynie maskę widoczną poniżej - Biodermic, zakup z Biedronki, ale testy jeszcze przede mną.

Co dwa lub trzy dni zamiast kremu na noc stosuję maskę zwężającą pory i bardzo ją sobie chwalę. Jej żelowa konsystencja wchłania się dość szybko, więc w trakcie snu nie obklejam nią włosów ani nie brudzę pościeli, a efekt rano jest zaskakujący.
Kupiłam tę maskę dość dawno, początkowo stosowałam zgodnie z zaleceniami producenta - trzymałam na twarzy 10 min., następnie zmywałam i nie widziałam żadnych, kompletnie żadnych rezultatów! Byłam bliska, by zrecenzować ją jako bubel roku. Pewnego dnia postanowiłam jednak zaryzykować i zostawiłam maskę na całą noc. Efekt przeszedł moje oczekiwania, skóra zareagowała dobrze, była nawilżona, pory zwężone. Maska okazała się bardzo skuteczna. Charlotte w swojej książce również poleca stosowanie maseczek całonocnych co parę dni, zamiast kremu nawilżającego, po testach na własnej twarzy, wiem, że to bardzo dobra rada :).

Ostatnią maską, którą nakładam głównie w strefie T jest maseczka z glinką marokańską marki Yves Rocher. Zmniejsza stany zapalne, pomaga wysuszać wypryski, oczyszcza skórę. Bardzo przyjemna w stosowaniu glinka.


8. Krem pod oczy:

Na dzień stosuję lżejszy w konsystencji, ale skuteczny w działaniu produkt, który dobrze sprawdza się pod makijażem, na noc stawiam na preparat nawilżający o cięższej formule. Przetestowałam sporo kremów dostępnych na polskim rynku - tych drogeryjnych, perfumeryjnych i naturalnych. Na razie w pielęgnacji dziennej najbardziej zadowala mnie C-VIT marki Sesderma. Ładnie się wchłania, dobrze nawilża skórę, ma konsystencję lekkiego kremu, (nie jest żelowy -  nie przepadam za takimi produktami), a przy tym pięknie pachnie, niczym świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy, co dodatkowo umila poranki.
Wieczorem pod oczy nakładam po prostu maść z witaminą A. Muszę jedynie uważać, by nie wklepać jej zbyt blisko linii wodnej oka. Maść ma konsystencję gęstego, masełkowego kremu, sprawdza się bardzo dobrze, a ponieważ kosztuje grosze, uważam, że po prosu musisz jej spróbować!
Dobrze regeneruje również spierzchnięte usta czy przesuszone łokcie.


9.  Nawilżanie.

Jednym z sekretów urody, o których wspomina Charlotte jest maseczka na noc nakładana raz w tygodniu. Ja stosuję częściej, nawet do 3 razy, podstawą jest zawsze obserwacja skóry i odpowiadanie na jej potrzeby. Na noc nakładam krem zapobiegający wysuszaniu skóry - produkt z linii męskiej marki Yves Rocher. Dobrze utrzymuje nawilżenie, jakie dalej wcześniej wklepane serum.
W pielęgnacji dziennej naprzemiennie stosuję 2 produkty:  krem rewitalizujący usuwający oznaki zmęczenia na dzień SPF 20  marki Yves Rocher oraz La Roche Posay -  Effaclar Duo + - krem likwidujący zmiany trądzikowe. Do niedawna regularnie na dzień i noc używałam również nawilżającego żelu Azelac marki Sesderma, ale ponieważ dotknęłam dna, zanim kupię go ponownie, chcę zużyć otwarte kosmetyki. Azelac na pewno znów zagości na mojej półce - rewelacyjnie rozjaśnia wszelkie przebarwienia, szybko się wchłania, jest bardzo wydajny - jedna pompka wystarcza na pokrycie całej buzi, a stosowany rano ładnie współgra z innymi produktami nakładanymi przed makijażem.


10. SPF - czyli ochrona przeciwsłoneczna:

O filtrach przeciw promieniowaniu UVA i UVB pamiętam od bardzo dawna, używam ich przez cały rok, niezależnie od stopnia nasłonecznienia. Mój ulubiony to Anthelios, zużyłam już kilka opakowań zarówno wersji bezbarwnej, jak i barwionej, która jest dla mnie odpowiednia tylko, gdy jestem opalona. Ostatnio zakupiłam też produkt z Avene - Cleanance SPF 50+ - dla skóry skłonnej do niedoskonałości - na razie testuję, pierwsze spotkanie przebiegło pomyślnie i zapowiada się dłuższa dobra znajomość.
Na szyję i dekolt również nakładam krem z filtrem, choć o niższej ochronie UV. Póki noszę okrycia wierzchnie jest to łatwo dostępny krem z Ziaji z  malutką ochroną SPF 10, w okresie letnim zmienię go na kosmetyk typowo przeznaczony do ciała o wyższym faktorze.
Nie jestem kosmetologiem ani dermatologiem, nie będę się więc wymądrzać, na temat całego zła, jakie promieniowanie UV wyrządza skórze, ani dlaczego ochrona przeciwsłoneczna jest nam niezbędna, bo wszystko, co o filtrach wiedzieć warto znajdziesz tu: na blogu Ziemoliny: Kosmostolog , która jest dla mnie nieocenionym źródłem wiedzy i pomocy w trudnych relacjach ja - skóra.
"Sekrety urody Koreanek" Charlotte Cho mogą być również bardzo pomocne w kwestii wyboru odpowiedniego preparatu, ponieważ autorka w prostej tabeli przedstawiła rodzaje filtrów z adnotacją przed jakim promieniowaniem chronią i czy są to filtry mineralne czy chemiczne.



Podsumowując 10 kroków pielęgnacji to naprawdę nieskomplikowany rytuał, który pozwoli każdej z nas zachować piękno na lata. Dłużej się o tym czyta niż w rzeczywistości wykonuje krok po kroku :) Pamiętaj więc, by każdego ranka powtarzać:
oczyszczanie - tonik - esencja - serum - krem pod oczy - nawilżanie - SPF,
a wieczorem:
demakijaż - oczyszczanie - tonik - esencja - krem pod oczy - nawilżanie,
do tego co parę dni peeling i maseczka - aż wejdzie Ci to w nawyk. A skóra na pewno odwdzięczy się pięknem i naturalnym blaskiem! Wiem, bo odkąd trzymam się koreańskiego wzorca, moja cera wygląda coraz lepiej :)

Ciekawa jestem, co myślisz o takim rytuale pielęgnacyjnym? Podziel się ze mną w komentarzu.
Jeśli znasz jakąś esencję dostępną na polskim rynku, będę wdzięczna za wiadomość :)

Pozdrawiam cieplutko :)

Komentarze

  1. Z kosmetyków przez Ciebie podanych też posiadam ten żel do twarzy grejpfrutowy i go uwielbiam :) Do lektury książki dopiero się zabieram :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twoich wrażeń po lekturze :). Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Jestem właśnie w trakcie czytania tej książki i jak na razie muszę przyznać, że mi się podoba:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też bardzo przypadła do gustu :) Jest taka lekka i przyjemnie się czyta :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Pod oczy polecam ci krem-maskę z Ziaji z ceramidami. Fajnie wygładza pierwsze zmarszczki i dobrze nawilża. Do tego kosztuje ok 30 zł i mamy 50 ml produktu :)
    Pozdrawiam :)
    http://nehabloguje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o niej sporo dobrego, chętnie wypróbuję :) dzięki!

      Usuń
  4. Moja codzienna pielęgnacja zawiera 4 kroki (czasami 6) ;) teraz jestem na etapie poszukiwania dobrego kremu pod oczy i chyba wypróbuje tą maść którą polecasz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emilko, z maścią trzeba jedynie uważać, by nie nałożyć jej zbyt blisko oka, bo rano obudzisz się z niemiłą "mgłą". Póki co, maść z witaminą A bije na głowę znacznie droższe kremy. Niestety pod makijaż nie nadaje się kompletnie, więc jakiś krem pod oczy i tak dobrze mieć... Pozdrawiam! :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczna inwentaryzacja i wyzwanie!

Zawsze mam się w co ubrać!

Kobieto! Jesteś piękna!