Kiedy rzeczy jest mniej, stać nas na więcej

Dziś nie będzie recenzji nowego kosmetyku, zapewnień, że sprawdził się u mnie rewelacyjnie i polecam jego zakup. Dziś będzie post pełen pytań, na które odpowiedzi zapewne zna każda z nas i czasem dobrze, by każda na nie szczerze przed sobą odpowiedziala
Od dłuższego czasu dążę do pewnego rodzaju zdrowego minimalizmu. Uwielbiam kosmetyki, kocham zapachy i mogłabym codziennie wracać z drogerii czy perfumerii objuczona siatami pełnymi mazideł. Tylko jaki w tym sens? Drogie Panie, czy naprawdę potrzebujemy kilku produktów spełniających to samo zadanie? Czy pod prysznicem musi stać kilka masek i odżywek do włosów? Jeśli będzie jedna, czy stanę się przez to mniej ładna?

Parę lat temu, w okresie życia studenckiego nie było mnie stać na wszystkie zachcianki, jakie zostały mi zwizualizowane przez kampanie reklamowe, katalogi, wystawy. Nie zagracałam więc własnej przestrzeni życiowej, kupowałam to, czego w danym momencie realnie potrzebowałam i wcale nie miałam poczucia niedosytu. Poznałam za to nadmiar, kiedy miesięczny budżet przestał być ograniczeniem dla spontanicznej konsumpcji. Nie ukrywam, nieoczywista reklama, jaką są choćby kosmetyczne recenzje na youtube, w moim przypadku, przez dość długi czas działała nad wyraz skutecznie. Regularnie oglądałam i oczywiście kupowałam polecane produkty. Niejednokrotnie finałem transakcji było rozczarowanie, wydane pieniądze, które mogłam spożytkować dużo sensowniej i produkt używany sporadycznie, niepotrzebnie zajmujący przestrzeń. Nie, nie namawiam, by każda z nas stała się 200% minimalistką, posiadała 100 rzeczy, wprowadzała ogranicznenia zakupowe. Jeśli posiadanie prywatej drogerii jest to dla Ciebie źródło szczęścia... Na podstawie samoobserwacji wyciągnęłam jedynie wniosek, że kupując rzeczy zbędne marnotrawię swój czas. Spędzam ponad 8h dziennie w pracy, nie zawsze sprawia mi to przyjemność czy choćby satysfakcję, ale robię to, by zarobić pieniądze, a potem wydaję na rzeczy, których nie potrzebuję. Stop!




NIE KUPUJ PRZY OKAZJI

Na początku roku zaczęłam przyglądać się gotówkowym przypływom i odpływom, notowałam, analizowałam, ale co najważninejsze - wyciągnęłam wnioski - głównie dotyczące sfery beauty, w pozostałych zakupach jestem raczej racjonalna. Okazało się, że mimochodem, niemal przy każdej wizycie w drogerii (!) w moim koszyku lądował lakier do paznokci. Mam ich całe pudło, regularnie używam może 4 kolorów. Kiedy się zorientowałam i zaczęłam zwracać uwagę, by zwyczajnie nie przyglądać się półkom, gdzie są wystawione, nie rozważać czy dany odcień będzie idealnym dopełnieniem sukienki, bo odpowiedź na pewno jest twierdząca, tak samo jak w przypadku kilku innych buteleczek, które czekają w domu... Teraz, jeśli idę po szampon, przynoszę szampon. Tak, tylko.
A Ty, co kupujesz "przy okazji", jak dużo rzeczy wrzucasz do koszyka, kiedy idziesz, np.: tylko po pastę do zębów? 

NIE DUBLUJ KOSMETYKÓW

Lustrując paragony z uporem maniaka, odkryłam również, że często kupowałam kosmetyk, mimo że produkt o dokładnie tym samym działaniu miałam w domu. Jednorazowo jestem w stanie użyć 1 szamponu do włosów, nałożyć 1 odżywkę, by upewnić się czy krem do twarzy działa, należy stosować go dłużej niż parę dni, więc kolejne opakowanie tylko leżało i zabierało mi miejsce. Nie oszukujmy się - łazienki w blokach to nie pokoje kąpielowe z ogromnym zapleczem do przechowywania, zatem przynosząc do domu kolejny super nawilżający krem, zagracałam przestrzeń. Już tego nie robię.
A Twój domowy magazyn - jak bardzo jest wypełniony?




EKSPERYMENTUJ Z UMIAREM

Uwielbiam nowości! Jestem w tej kwestii niczym samozwańczy królik doświadczalny. Nauczona doświadczeniem, zrozumiałam jednak, że wprowadzając (głównie do pielęgnacji) nowe kosmetyki, warto robić to tak, by jednorazowo rozpoczynać stosowanie jednego produktu. Dlaczego? Jeśli nagle, ze skórą zacznie się dziać coś niepokojącego, wiadomo, który kosmetyk wykluczyć, by więcej nie robić sobie krzywdy. Jestem też coraz bardziej wybredna, analizuję składy, stawiam na jakość.
Jak często u Ciebie pojawiają się nowości? Jaki masz schemat wprowadzania ich?


PROMOCJE TO PUŁAPKA

Wyobraź sobie - wchodzę do centrum handlowego, widzę tłum ludzi kłębiących się przy półkach.
Oooooo!  P R O M O C J A !!! Pedzę, przeciskam się pomiędzy płaszczykiem ze sztucznego futerka, którego właścicielka pachnie charaktetystycznym Chanel No5, a skórzaną kurtką od której czuć uniseksem. Dopadłam, mam, już tylko piknięcie karty dzieli mnie od tytułu posiadaczki. Wracam, wezmę 2 albo lepiej 3 sztuki, bo przecież taniej, zaoszczędzę. Na fali tłumu płynę do kasy... STOP! Promocje to pułapka. Kupujemy rzeczy niepotrzebne, bierzemy ich za dużo w stosunku do realnych możliwości użytkowych i nie dość, że portfel zostaje uszczuplony, to jeszcze trzeba to gdzieś przechowywać. Warto korzystać ze zniżek, jakie proponują sklepy, ale z umiarem. Oczywiście, że teraz również chętnie kupuję w promocji, z tym, że tylko wtedy, gdy zniżką objęte jest coś, czego rzeczywiście potrzebuję i co miałam kupić niezależnie od ceny.
Ciekawa jestem, co Ty kupujesz w promocjach i czy chętnie z nich korzystasz? 


KIEDY RZECZY JEST MNIEJ, STAĆ NAS NA WIĘCEJ

Marzą Ci się Meteoryty Guerlain, a może perfumy Chanel albo klasyczna czerwień Burberry? Albo jakikolwiek inny ekskluzywny kosmetyk? Stać Cię na niego! Nie wierzysz? Zobrazuję to na przykładzie szminki. Wysokopółkowy produkt to koszt mniej więcej 100-300zł, dużo, jak na jednorazowy wydatek na pomadkę. Ta wymarzona ma przepiękny, unikatowy kolor, idealnie współgra z cerą, nosi się świetnie, no i jest ekskluzywna, więc użytkowanie jej przynosi snobistycznej kobiecej naturze przyjemność. Uważasz, że jest droga, więc kupujesz polecany "zamiennik". Kiedy okazuje się, że substytut jednak nie spełnia oczekiwań - kupujesz kolejny, ponieważ odcień nadal chodzi Ci po głowie. Po kilku "próbach" sumarycznie wydajesz identyczną, jeśli nie wyższą (!) kwotę i posiadasz kilka szminek, których nie używasz. Czy nie lepiej było kupić tę jedną, wymarzoną? 
Polecam zrobić rachunek sumienia. Swego czasu i ja miałam problem, by jednorazowo zapłacić więcej za konkretny produkt, jednocześnie lekką ręką wydając drobne sumy na "zamienniki". Jednak prowadzenie budżetu domowego, skutecznie mnie z tego wyleczyło. Teraz moje zakupy są bardziej przemyślane i dzięki temu rzadziej bywam rozczarowana. Oczywiście kupuję również tzw. tanie produkty, które sprawdzają się u mnie rewelacyjnie, ale o tym... innym razem ;)




Ciekawa jestem jakie jest Twoje stanowisko? Lubisz mieć dużo rzeczy czy raczej stawiasz na jakość? Korzystasz z promocji? Jak bardzo zaopatrzony jest Twój kosmetyczny magazyn, a może w ogóle nie robisz zapasów? Koniecznie podziel się swoim stylem życia i opinią w komentarzu! 



Pozdrawiam, A.