Kobieto! Jesteś piękna!

Lubię obserwować ludzi. Zwykle robię to z ukrycia, w sposób nieoczywisty, przy okazji codziennych czynności tak, by "obserwowany obiekt" nie miał świadomości bycia "obiektem". Przysłuchuję się rozmowom, odnotowuję w pamięci gesty, uśmiechy, wyraz oczu, potrafię się przy tym rozpłynąć, dorobić wyobrażoną historię, ot takie marzycielskie widzimisię.



Zaledwie parę dni temu jechałam tramwajem, lekko wymięta, bo cały dzień bezczelnie odcisnął na mnie swoje piętno, z lekko rozmazanym makijażem, zmęczona. Niby gapiłam się w przestrzeń, niby przed siebie, kiedy moją uwagę przykuło zjawisko. Dziewczyna młodziutka, wielkie sarnie oczy, usta gładkie, pełne, takie o jakich marzą wszystkie kobiety przed i po wizycie w gabinecie medycyny estetycznej, jasna, porcelanowa cera zarumieniona delikatnie od mrozu, długie, ciemne włosy, obłęd! Uzależniona od doznań estetycznych wlepiłam w nią zwrok i tak siedziałabym aż do mojego przystanku (albo jej, bo nie wykluczam, że wysiadłabym, by dłużej popatrzeć na "zjawisko"), kiedy nagle dziewczyna odezwała się do koleżanki. Ewidentnie miała dzień z kategorii tych z dolnej półki, ale zamarłam, gdy moje synapsy mózgowe przetworzyły treść. Piękność narzekała na swoją urodę! A to usta za duże, chętnie by je zmniejszyła, a że oczy za duże, wstydzi się je malować, bo wyglądają na jeszcze większe, a to włosy za mało lśniące, już nie wie, co ma z nimi robić...  Nie mogłam uwierzyć, moje wewnętrzne ja krzyczało: Kobieto! Jesteś obłędnie piękna! Zjawiskowa! Cudowna! Jednak... musiałam wysiadać.

Minęło kilka dni, a jej obraz nadal siedzi mi w głowie, nie mogę wyrzucić tych narzekań zestawionych z przepiękną twarzą. Przemaglowałam nawet cały swój okres dorastania i nie mogę, choć usilnie próbuję (!), zrozumieć skąd w nas, kobietach tyle kompleksów?
Sama nie jestem ideałem, tu mam za dużo, za mało tam, cera mogłaby być gładsza, usta nieco większe, ale generalnie czuję się dobrze sama z sobą. Przyznaję, nie zawsze tak było. Tamta dziewczyna, totalnie piękna, miała tak niskie poczucie wartości...
Zadziwia mnie jak wiele ładnych kobiet nie czuje własnej atrakcyjności. My, Polki, nacja słowiańska, jesteśmy naprawdę "niczego sobie", warto, by dostrzegł to nie tylko ktoś z zewnątrz, ale przede wszystkim MY SAME.
Dlatego apeluję: kobiety, bądźmy dla siebie łaskawsze!
Pierś do przodu, uśmiech na usta i świat będzie nasz. Jak powiedział Arystoteles, jesteśmy tym, co w swoim życiu powtarzamy. Zatem wyróbmy sobie nawyk dbania o siebie, nie tylko o ciało, ale przede wszystkim o psyche, powtarzajmy sobie jak najczęściej, codziennie przed lustrem, przy porannej pielęgnacji, zanim jeszcze nałożymy makijaż, powtarzajmy jak mantrę: jesteś piękna! A po szybkim, minimalnym make upie: WOW, jesteś naj! Szybki uśmiech i do boju!

I choć najpiękniejsze jest "niewidoczne dla oczu", naprawdę warto zadbać o to, by podobać się sobie. Jedno proste zdanie: JESTEŚ PIĘKNA, każdego dnia. A po dłuższym czasie, zobaczysz różnicę w samoocenie! Podejmiesz wyzwanie?


Pozdrawiam, A.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczna inwentaryzacja i wyzwanie!

Zawsze mam się w co ubrać!