Kreta, bajkowa wyspa

Witajcie,

Wiosna nadeszła tylko w kalendarzu. Za oknem, choć wieje cieplejszy wiatr, nadal nie jest zbyt zachęcająco. Aby umilić czas oczekiwania na cieplejsze dni, zabieram Was w podróż w miejsce, które kojarzy mi się ze słońcem, wakacjami i... historią. Witajcie na największej wyspie Morza Śródziemnego. 

Witajcie na Krecie! 




Na tę przepiękną wyspę poleciałam dwa razy, sumując mieszkałam tam prawie miesiąc, więc czuję całkowicie usprawiedliwioną, ogromną chęć, by opowiedzieć o kilku miejscach, które warto zapisać w pamięci.

Moje pierwsze spotkanie z Kretą było wycieczką zorganizowana, wykupioną w biurze podróży, drugie - wyprawą na własną rękę. Obie opcje mają swoje wady i zalety, nie będę się zatem rozwodzić, która jest w mojej ocenie lepsza i dlaczego, formę organizacji wyjazdu pozostawiam do indywidualnej decyzji. Dodam jedynie, że wycieczka na własną rękę była w moim przypadku dłuższa i w ostatecznym rozrachunku tańsza, ale Kreta warta jest grzechu i każdego Euro o czym przekonacie się w dalszej części.

Podczas pierwszej wizyty, która niejako stanowiła nagrodę za obroniony na piątkę tytuł magistra, wybraliśmy się (ja i mój wtedy jeszcze chłopak) do Hersonissos, niewielkiej, typowo turystycznej miejscowości niemal w środkowej części północnego wybrzeża Krety. Jeśli macie ochotę zwiedzić różne części wyspy i wynajmiecie samochód, jest to dość niezły punkt wypadowy, zaś główna atrakcja: minojski pałac w Knossos, znajduje się dosłownie "rzut beretem".


Wycieczkę zacznę od Hersonissos, ponieważ biura podróży często mają w ofercie właśnie tę miejscowość i możliwe, że ktoś z Was będzie się tam wybierał. Miasteczko jest niewielkie, bez problemu da się przespacerować się od jednej do drugiej granicy i można to zrobić wybierając trasę wzdłuż uroczych knajpek położonych nad brzegiem, z widokiem na morze i formacje skalne lub centralną częścią pomiędzy licznymi stoiskami z pamiątkami, kosmetykami na bazie oliwek i masą "ubrań oraz dodatków od znanych projektantów", którymi nie byłam specjalnie zainteresowana. Znaczną część zabudowy stanowią hotele, dlatego podejrzewam, że w okresie zimowym jest tam bardzo spokojnie, a ruch zaczyna się w ciepłe miesiące, czyli pewnie już w maju i trwa do września - października.

Widok z okna pokoju hotelowego, 100m do plaży i morza


Kapliczka oddalona od zgiełku - idealne miejsce dla poszukiwaczy wyciszenia

Panorama miasteczka w pochmurny dzień

Część "hotelowa"


Widok na Morze Śródziemne 

Malownicze, skaliste wybrzeże

"Aby żyć, musisz jeść"


Znaczną część każdego wyjazdu zajmują mi tematy kulinarne. I będąc przy Hersonissos mam do polecenia rewelacyjną knajpkę Akrogiali, która zaspokoi najskrytsze sny miłośników owoców morza. Jako, że zdecydowanie jestem fanką tychże specjałów, już parę razy marzyłam, by tam wrócić i w leniwe popołudnie delektować się smakiem wybornych krewetek czy grillowanej ośmiornicy... Ale skoro już doszłam do tematu restauracji, muszę wspomnieć o greckiej gościnności! Do każdego posiłku we wszystkich mniejszych miejscowościach (z dużymi miastami bywało różnie, ale o tym później) na wstępie podawana jest woda, która doliczana jest do rachunku jako pozycja za 1€, bardzo często gratis. Niejednokrotnie serwowano nam przystawkę - chrupiące pieczywo skropione oliwą lub pomidorki, za symboliczne 1-2€, nie wypada z nich rezygnować. Jako danie główne oczywiście polecam wszelkiej maści owoce morza: krewetki, kalmary, langustynki, ośmiornica, wszystko smakuje rewelacyjnie! Jeśli jednak nie przepadacie za takimi specjałami (choć polecam najpierw spróbować ich tam gdzie są niemal podstawą diety), możecie wybierać w opcjach wspaniałych ryb, mięs - ale uwaga, porcje są naprawdę spore, a miłośnikom sera polecam grillowane Halloumi! Aż ślinka cieknie na samo wspomnienie...
Jednym z zaskoczeń może być sałatka grecka, gdyż nie wszyscy wiedzą, że jej rodzima wersja nie zawiera sałaty, ale mnóstwo grubo krojonych pomidorów, ogórków, wspaniałą fetę, cebulę, oliwki. Porcje oczywiście są pokaźnych rozmiarów, więc jedna sałatka na dwoje jako dodatek do dania to najlepsza opcja. Na zakończenie posiłku niemal wszędzie na koszt restauracji serwowano nam deser. Zwykle były to owoce, kulka lodów, niemiłosiernie słodkie ciasta i ouzo, anyżowy alkohol tak mocny, że nie byłam w stanie go pić! Rachunek? Ok. 20-30€, chyba, że zażyczycie sobie posmakować homara ;).

Talerz podwodnych przysmaków


Pozwiedzajmy!

Malia

Ponieważ jesteśmy turystami wędrownymi i długie spacery nam nie straszne, podczas pobytu w Hersonissos wybraliśmy się do oddalonej 12km Malii.
Pierwsze świadectwa osadnictwa na Krecie sięgają 6000 p.n.e., w czasach, kiedy tereny, na których żyjemy nie znały śladu ludzkiej stopy, tam tętniło życie. Nie można się więc nie zachwycić widząc pozostałości zabudowań, gliniane naczynia czy biżuterię sprzed wieków.
Wg mitologii greckiej, właścicielem pałacu wzniesonego w XIXw. p.n.e. był Sarpedon, brat Minosa.



Ruiny pałacu w Malii i wielkie wazy, w których przechowywano oliwę

Knossos

Perłę kultury minojskiej, a zarazem jeden z najsłynniejszych zabytków antyku - pałac w Knossos po prostu musieliśmy zobaczyć! Jako, że lekcje historii już nieco za nami, wszędzie chodziliśmy z przewodnikiem, z którego dowiedzieliśmy się, że wejście wschodnie pałacu zostało odkryte w 1878r. przez Minosa Kalokairinosa, ale obecny wygląd wykopaliska zawdzięczamy Arthurowi Evansowi, który przejął prace w 1899r. Wtedy odsłonięto ruiny pałacu, którego budowę datuje się na 2000 - 1400 p.n.e. Wg mitologii był to oczywiście labirynt zbudowany dla stworzenia imieniem Minotaur. Zwiedzając obiekt łatwo uwierzyć, że można było się tam zgubić! Liczne wąskie korytarze, niewielkie pomieszczenia, dziesiątki przejść i fragmentarycznie zrekonstruowana kolorystyka wprawi w zachwyt każdego.














Większość kreteńskich plaż jest raczej kamienista, dlatego, mimo, iż nie spotkałam jeżowców, polecam zaopatrzyć się w specjalne buty przeznaczone do pływania. Są jednak na wyspie miejsca, gdzie piasek gładzi stopy, a kolor wody rozpieszcza oczy. Są to Laguna Balos, Falasarna i Elafonissi. Dwa pierwsze miejsca udało mi się zobaczyć. To istny raj na ziemi!

Laguna Balos

Bez dwóch zdań najpiękniejsza plaża Krety. Miejsce pojawiające się we wszystkich katalogach reklamowych Grecji. Raj, choć trudno dostępny. Opcje dotarcia są 2 - dojazd samochodem plus wspinaczka, aby od strony wzniesień zejść do laguny albo rejs promem. Jako, że nie wynajmowaliśmy samochodu, pozostało nam płynąć ogromnym statkiem i wraz ze sporą liczbą pasażerów przez określony rejsem czas, mieć to miejsce na wyłączność. 

Płycizna sięga bardzo daleko, stąd cudowna barwa wody

Widzieliście kiedyś agawę? Jedną, pięć, a taką ilość?  

 Zaciesz musi być! Były ku temu powody :)

 Tak mi dobrze i błogo...

Szybka żabka

Falasarna

Jedna z piękniejszych wysp Krety. Gdybym ponownie miała okazję krótkiego wyjazdu, na miejsce zakwaterowania wybrałabym hotel przy tej właśnie plaży! 

Złoty piasek... 

... i idealnie turkusowa woda 

 Malediwy? Nie, to nadal Kreta!



Kreta to nie tylko plaże i cudownie ciepłe, słone morze, ale też wysokie góry! Drugi pobyt, podczas którego na tzw. bazę wypadową wybraliśmy maleńką miejscowość nieopodal Chanii zaoowocował znacznie większą ilością wycieczek, m.in. wyczerpującą wyprawą - przeszliśmy bowiem najdłuższy suchy wąwóz Europy:

Wąwóz Samaria 

Wąwóz położony w południowo - zachodniej cześci wyspy, w paśmie gór Lefka Ori, otoczony Parkiem Narodowym Samarii. Bilety do wąwozu mają 2 części - sprawdzane są zarówno podczas wejścia jak i przy wyjściu, aby upewnić się, że nikt nie został w wąwozie, nocowanie tam jest bowiem zabronione. Istnieją 3 opcje przejścia: trasa skrócona - ok 2km, która od razu sobie darowaliśmy, bo jak to, my nie damy rady? Trasa w górę lub najpopularniejsza - zejście w dół wąwozu - i na tę opcję ostatecznie się zdecydowaliśmy. Co jak co, ale 18 km schodzenia po kamienistych ścieżkach naprawdę potrafi dać w kość!


Wyprawa rozpoczęła się od dojazdu na wysokość ponad 1200 m n.p.m. skąd rozpościerał się widok na zanurzone w chmurach "dwutysięczniki"

Obowiązkowe uzupełnianie płynów. Wodę źródlaną można było nabierać co kilkaset metrów 
ze specjalnych kraników, więc na wycieczkę nie trzeba było robić zapasów.

Głazy na dnie wąwozy przyniósł nurt rzeki.

Wąwóz należy przejść w określonym czasie. Kiedy odpłynie ostatni prom, jedyną opcją pozostaje nocleg w pobliskiej miejscowości i oczekiwanie na poranny kurs.  


Na szlaku spotkać można zwierzynę. Przypuszczalnie to koza Kri kri - gatunek chroniony występujący w stanie dzikim, ale ten status kompletnie nie przeszkadzał jej w podglądaniu turystów. 


Zdjęcia nie oddają potęgi natury, to trzeba zobaczyć na własne oczy! 

Roślinność Krety

Jako, że z wykształcenia jestem architektem krajobrazu, gdziekolwiek się znajdę, zwracam uwagę na roślinność. I choć wydawałoby się, że na skalistym, jałowym podłożu niewiele może wyrosnąć, Kreta zadziwiła mnie cudami, które musiałam sfotografować! W okresie wiosennym fascynującym widokiem na pewno są liczne tamaryszki i ich różowo puszyste kwiaty. Ja jednak zwiedzałam Kretę wczesną jesienią, więc załapałam się na wspaniałości poniżej:

 
Oooo jak to kłuło!


Granaty - jeszcze nie dojrzałe... 

 Niby liście, niby kwiaty, występowały też w kolorze białym, cudowne!



  Opuncje figowe


Rajskie kwiaty i ja!


Miasta Krety

Żadna cywilizacja nie powstałaby bez rozwoju miast, zatem i te odwiedziliśmy.

Iraklion

Iraklion, choć kiedyś był stolicą poza muzeum archeologicznym nie ujął mnie jakoś szczególnie. Odniosłam wrażenie, że jest to miasto bardzo zaniedbane, brudne i zatłoczone. Wartym uwagi punktem było jednak muzeum archeologiczne, w którym zobaczyć można oryginały znalezisk z całej wyspy, a przede wszystkim pałacu z Knossos!





Chania


Chania, obfitująca w turystów stolica Krety, była ciekawa. Wartymi obejrzenia są z pewnością port z latarnią morską i meczetem. Spacerując uliczkami i odwiedzając liczne knajpki można bardzo przyjemnie spędzić dzień. Życie nocne oczywiście też kwitnie.

Malownicza stolica Krety

 Meczet 

Latatnia morska w Chanii

 

Rethymno 


W Chanii przyjemnie spędziliśmy czas, jednak największe wrażenie zrobiła na mnie zabytkowa część  trzeciego co do wielkości miasta Krety - Rethymno, więc jeśli czasu macie niewiele, a chcielibyście zakosztować miejskiego życia i zobaczyć ciekawe obiekty zabytkowe, zdecydowanie polecam wpisać je na listę.

 Meczet Sułtana Ibrahima

Twierdza przy meczecie, idealne miejsce na sesję zdjęciową


Strzelnica bastionu z otworem strzelniczym

Podczas obu urlopów odwiedzaliśmy jeszcze wiele innych miejsc, byliśmy w Cretaqaurium, gdzie oko w oko stanęliśmy z podwodnym światem basenu Morza Śródziemnego, pływaliśmy w słonych wodach, chodziliśmy wszędzie, gdzie tylko było to dozwolone. To były cudowne wyjazdy i z całą pewnością jeszcze kiedyś na Kretę wrócimy! Serdecznie polecam Wam tę wyspę, jestem przekonana, że jeśli ją wybierzecie, Wasze wakacje (czy choćby kilkudniowy wyjazd) będą niezapomniane.







To chyba najdłuższa z moich dotychczasowych relacji podróżniczych. Ciekawa jestem, kto dotarł do samego końca, a jeszcze bardziej czy macie ochotę zobaczyć te miejsca na własne oczy?
Piszcie w komentarzach!

Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion.
Pozdrawiam, A. 



Komentarze

  1. Dużo miłych wspomnień przywołał we mnie Twój wpis. Na Krecie byłam w podróży poślubnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mogłam przywołać uśmiech :) Pozdraiwam!

      Usuń
  2. Aż chce się na wakacje! i przewodnika nie trzeba kupować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja przed wyjazdem przewodnik kupiłam, ale zdecydowanie bym go uzupełniła! ;) Pozdrawiam

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Kosmetyczna inwentaryzacja i wyzwanie!

Zawsze mam się w co ubrać!

Kobieto! Jesteś piękna!