Skończone / uzupełnione: serum - podstawa pielęgnacji!

Witajcie dziewczyny!

Dziś post o typowo kobiecym zabarwieniu, będzie bowiem kosmetycznie.
Stałe czytelniczki wiedzą, że w pielęgnacji stawiam na wieloetapowość (nowe osoby odsyłam TU).
Na mojej półce nie może zabraknąć olejku do demakijażu i żelu (niestety nadal nie znalazłam odpowiadającego mi w 100% produktu, może macie coś godnego polecenia?). Stosuję płyny micelarne, toniki, ostatnio dołączyłam do grona wielbicielek wody różanej, ale najważniejszym krokiem w wieczornej pielęgnacji jest u mnie SERUM. Dzięki produktowi bogatemu w składniki, mogę w następnym kroku nałożyć najzwyklejszy krem nawilżający, a skóra i tak będzie się miała świetnie!


Długo stosowałam produkt marki Estee Lauder: Advanced Night Repair, którego recenzję możecie przeczytać TU. Byłam z niego zadowolona, bardzo możliwe, że kupię kiedyś kolejne opakowanie, bo serum było niesamowicie wydajne i utrzymywało skórę w dobrej kondycji. Jednak wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, a skoro dobiłam dna, czas na coś nowego! Ostatnio coraz populariejsze są kosmetyki naturalne, więc najwyższa pora, bym również wypróbował na sobie działaenie jednego z nich. Kilka dni temu rozpoczęłam więc stosowanie serum Resibo, które trafiło do mnie za sprawą wygranej w konkursie na blogu zonaluksusowa i czekało kilka miesięcy, by zagościć na łazienkowej półce, ponieważ bardzo staram się nie dublować kosmetyków. Pierwsze wrażenia? Czytajcie dalej!




Resibo Serum naturalnie wygładzające

Producent obiecuje ujędrnienie, uelastycznienie i rozświetlenie skóry, sugeruje wręcz efekt naturalnego botoksu. Zwykle jestem sceptycznie nastawiona i nie wierzę, że jakikolwiek kosmetyk (za 5 czy 5000zł) jest w stanie zdziałać cuda, jednak odpowiednia dieta, picie 1,5-2l wody dziennie i wsparcie w postaci kosmetyków może znacząco poprawić wygląd cery.



Serum jest olejkowe, zupełnie inne w konsystencji od wspomnianego wcześniej kosmetyku Estee Lauder, więc trudno je porównywać. Resibo to produkt naturalny, dlatego na działanie pewnie poczekam dłużej, ale nie uważam, by była to wada, raczej cecha kosmetyków bez chemii.
W składzie znajdziemy olej marula, olej buriti, olej z "łez" drzewa pistacia lentiscus, witaminę C i ekstrakty roślinne. Produkt pachnie przyjemnie, ładnie wchłania się w skórę, pozostawia ją miękką i lekko naprężoną, ale parę dni to zdecydowanie zbyt któtki okres, by wydać o nim opinię. Szczegółowej recenzji możecie spodziewać się najwcześniej za miesiąc, kiedy już dobrze zapoznam się z tym gagatkiem.
Pierwsze wrażenie: jestem na tak!


Tymczasem życzę Wam wspaniałego, słonecznego weekendu! Jestem też bardzo ciekawa czy któraś z Was używała już serum Resibo i jak się ono sprawdziło? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!

Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion. 

Pozdrawiam, A.