Zawsze mam się w co ubrać!

Witaj,

Jak każda kobieta miałam w życiu wiele sytuacji, kiedy stawałam przed szafą, wyciągałam niemal połowę zawartości a i tak nie miałam się w co ubrać. Bluzka nie pasowała do sweterka, ten do spódnicy, a na koniec do całości nie mogłam dopasować odpowiednich butów, choć miałam ich dziesiątki par. Przed samym wyjściem przebierałam się pięćdziesiąty raz, by ostatecznie spóźniona, niezadowolona z własnego stroju, czując się raczej przebrana, niż ubrana wybiec na spotkanie.
Znasz to uczucie? W takim razie dalsza część jest dla Ciebie.




Stan opisany wyżej wspominam jak przez mgłę, dzięki wypracowaniu czegoś, co szumnie nazywa się się własnym stylem. W dość młodym wieku dojrzałam i uświadomiłam sobie, że 
nie stać mnie na bylejakość. 
Przestałam więc kupować rzeczy z wątpliwych jakościowo materiałów, obecnie niemal nie ma w mojej szafie poliestru, stopniowo uzupełniam garderobę o tzw. podstawowe rzeczy bazowe, ale wybierając poszczególne elementy stawiam przede wszystkim na wysoką jakość materiałów i wykonania. Kupuję ubrania z bawełny, lnu, jedwabiu, wiskozy, swetry i płaszcze wełniane lub z dużą procentową zawartością tego surowca, buty i torebki z naturalnego zamszu lub skóry. Gama kolorystyczna to przede wszystkim granat, beż i biel, uzupełnione czernią, błękitem, z drobną domieszką wielu różnych barw. Biżuterię noszę tylko srebrną i złotą, wszelkie sztuczne tworzywa dawno puściłam w świat. W ten sposób skomponowana szafa niemal wpisuje się w ideę garderoby kapsułowej, o której więcej możesz poczytać np.: TU i TU.




Pewnie w tym momencie pomyślałaś, że tak skompletowana garderoba musiała sporo kosztować. Nic bardziej mylnego! Zdecydowana większość rzeczy to upolowane perełki uzupełnione świadomymi zakupami. Paradoksalnie, kupując mniej czy też rzadziej, stać mnie na więcej i bez bólu mogę pozwolić sobie na skórzaną torebkę czy piękne szpilki, które dodadzą smaczku stylizacjom.
Śmiało mogę pokusić się o stwierdzenie, że aktualnie mam najmniej ubrań w całej mojej historii samodzielnego kupowania (od kiedy przestali zajmować się tym rodzice), a jednocześnie zawsze mam się w co ubrać. Jak udało mi się osiągnąć taki stan?




1. Kupuję rzeczy, których naprawdę potrzebuję 

W mojej szafie znajdują się ubrania, których rzeczywiście używam na mniej i bardziej formalne okazje, noszę je do pracy, zakładam w czasie wolnym, są wygodne, uniwersalne, ale przede wszystkim dobrze się w nich czuję.


2. Uzupełniam garderobę poza sezonem 

To mój klucz do zdobywania porządnych, świetnej jakości ubrań nawet 80% taniej! Za płaszcz, który ma w składzie 70% wełny, 10% kaszmiru i 20% bawełny zapłaciłam około 200zł. Jest cienki, lecz niezwykle ciepły, ponieważ wełna grzeje o wiele mocniej niż tworzywa sztuczne. Skórzane szpilki to również okazja - 45% zniżki, koszt rówież około 200zł.
"Poza sezonem" rozumiem bardzo dosłownie - w lipcu czy sierpniu, kiedy większość rozglądała się za sandałkami, ja kupiłam płaszcz, szpilki z kolei - w środku zimy, gdy masy poszukiwały kozaków.
Podczas wyprzedaży warto sięgnąć po klasyczne jeansy, sportowe buty, prostą koszulę, rzeczy na tyle uniwersalne, że będą pasować niezależnie od aktualnie panujących trendów i dadzą połączyć się z dowolnymi dodatkami.





3. Non stop SALE

Przyznam, że już nie pamiętam, kiedy kupiłam coś za pełną cenę. Niemal zawsze można znaleźć zniżki, wiele sklepów internetowych nieustannie ma pełną zakładkę SALE, stacjonarnie wyprzedaże pojawiają się kilka razy w sezonie, różne czasopisma dołączają kupony, czasem wystarczy zapisać się na newsletter, by zyskać parę procent, a przy wyższej kwocie, którą trzeba zapłacić na przykład za prawdziwą biżuterię, już 10% rabat robi różnicę.



4. Odwiedzam lumpeksy


Rzeczy z "drugiej ręki" to często perełki, pojedyncze sztuki, więc ryzyko, że spotkamy osobę w identycznej sukience jest niemal zerowe, a w przypadku sieciówek ma to miejsce nagminnie. Niepowtarzalność to właśnie cecha, za którą najbardziej cenię second handy. Lubię wyglądać nieco inaczej, a ostatnią rzeczą, do jakiej dążę jest posiadanie torebki, czy innej rzeczy, którą nosi pół miasta. (Jedynym wyjątkiem jest Chanel Classic flap bag, ale to pozycja, na zakupowej liście, na którą jeszcze nie mogę sobie ot tak pozwolić). Kupowanie w lumpeksach jest również ekologiczne, to najprostsza forma recyklingu, dajemy rzeczom nowe życie! Ostatnim, choć równie istotnym argumentem, by czasem odwiedzić "ciuchland" jest cena, ponieważ możemy znaleźć rewelacyjne ubrania i zapłacić za nie grosze. Kluczem jest sprawdzanie składów i kupowanie tylko tego, co naprawdę wpadło nam w oko. Nigdy nie wychodzę z przysłowiową siatą tylko dlatego, że jest tanio. Jak wspomniałam na wstępie, nie stać mnie na bylejakość.



5. Regularnie robię przegląd szafy


Bez świadomości, co skrywa szafa, nie skompletujesz idealnej garderoby. Zapewniam Cię, że nie o wszystkich ubraniach pamiętasz, nawet jeśli wydaje Ci się, że jesteś w stanie z pamięci wymienić każdy element. Regularne porządki, sprawdzenie stanu ubrań i wyrzucanie tych, które nie nadają się już do użytku powoduje, że podczas zakupów, dokładnie wiem, co jest mi potrzebne, o co trzeba uzupełnić garderobę i nie kupuję ubrań przypadkowych. No bo jaki sens miałoby "upolowanie" trzeciego granatowego sweterka, kiedy w szafie brak białych bazowych t-shirtów?




Jednym z cytatów mojego ulubionego "Diabeł ubiera się u Prady" jest zdanie: moda to nie użytkowość. Choć uwielbiam film całą sobą, zupełnie nie zgadzam się z tą myślą. Dla mnie moda to przede wszystkim użytkowość, wygoda i komfort każdego dnia.
Kiedy czuję się dobrze w stroju, który noszę, moja pewność siebie wzrasta. Założę się, że wiesz o czym mówię! ;)

Stosowanie 5 powyższych zasad sprawiło, że w końcu mam się w co ubrać, moja codzienność stała się przyjemniejsza i prostsza. A Ty? Koniecznie podziel się opinią, może masz jeszcze jakieś rady? Chętnie skorzystam!


Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion.
Pozdrawiam, A.