12 niecodziennych: biegam, skaczę, latam

Witaj,

Mam Ci do przekazania sporo pozytywów związanych z projektem #12niecodziennychrzeczy, do którego z chęcią dołączyłam w tym roku, a z którego, muszę przyznać, nie rozliczam się zbyt sumiennie. Czas nadrobić zaległości!

#12niecodziennych marzec, kwiecień, maj, czerwiec

Ostatnie miesiące przyniosły odkrycia sportowo-ruchowe. Nie jestem typem kanapowca, w miarę regulanie ćwiczę, ale nie byłam przesadnie aktywna, a ostatnio ruszam się, jak jeszcze nigdy dotąd. Małymi kroczkami wprowadzałam nowości, bo znam siebie na tyle, że nagła zmiana nawyków po tygodniu mogłaby się zakończyć przemęczeniem, zniechęceniem i ekspresowym powrotem do starego rytmu. A przecież nie chciałam jednorazowych zrywów, co to, to nie!

Jeżdżę do pracy rowerem, ale to żadna nowość. W ramach wyzwania #12niecodziennych, wydłużyłam trasę powrotną: zamiast wracać miastem, wybieram ścieżkę, która prowadzi mnie przez malownicze krajobrazy, podziwiam uroki Odry, słucham śpiewu ptaków i oddycham zielenią. Powroty z pracy stały się wyczekiwaną częścią dnia, moim momentem relaksu i odprężenia.

 


Odkryciem również kolejną podstawową formę ruchu: zaczęłam regularnie biegać, co kiedyś wydawało mi się niewyobrażalne. Każdy trening to czas dla mnie, chwile kiedy oczyszczam umysł ze złych emocji i ładuję baterie niesamowitą energią. Jestem niezwykle dumna, gdy kolejna trasa jest dłuższa od poprzedniej albo kiedy pobiję swój osobisty rekord, choćby o sekundę! Czuję moc i bardzo polecam bieganie - to zdecydowanie rewelacyjny sposób na wieczorne spotkanie z sobą, odprężenie umysłu i rozruszanie mięśni. Efekty uboczne, jak coraz "lepsze" ciało i kondycja też jestem skłonna zaakceptować ;)


Nie koniec jednak moich sportowych dokonań!

W kwietniu  pierwszy raz w życiu latałam. Nie samolotem czy lotnią, ale "własnym ciałem". Tunel aerodynamiczny to jedno z najbardziej niecodziennych przeżyć ruchowych, jakich doznałam do tej pory. Ciało jest bezwładne, a jednocześnie każdy mikroruch powoduje, że zmienia się jego pozycję. Czułam się lekka jak piórko, jednocześnie niezdolna do panowania nad sobą i niesamowicie szczęśliwa. Przez 180 sekund byłam w totalnie innej rzeczywistości. Jeśli będziesz mieć okazję, nie bój się, spróbuje, bądź ptakiem przez kilka chwil!

W maju dla urozmaicenia pracowitego tygodnia doświadczyłam kolejnego niecodziennego sportu: skakałam na trampolinach. Jaka to była zabawa! Obudziłam w sobie pokłady dziecięcej radości, uśmiech pokazujący cały garnitur niedawno wyprostowanych zębów nie schodził mi z twarzy. Cieszyłam się niesamowicie, a przy tym spalałam kalorie i ćwiczyłam mięśnie, bo trzeba przyznać, do dłuższych treningów potrzeba nie lada kondycji. Po 15 minutach intensywnej zabawy wszyscy byliśmy wyżęci z sił, a po godzinnej zabawie padaliśmy jak muchy, ale wewnętrzna bateria endorfin została wręcz przepełniona i z pewnością wkrótce znów wybierzemy się, by pohopsać. Może uda się opanować jakieś sztuczki? :)

video


Moje niecodzienne doświadczenia były ostatnio typowo ruchowe, ale poza fizycznymi korzyściami zyskałam niesamowity ładunek radości. Ciekawa jestem, czy Tobie zdarzyło się zrobić ostatnio coś po raz pierwszy w życiu? Koniecznie podziel się komentarzem!

Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milon. 
A.