Bardzo nietypowy sierpień - #12niecodziennychrzeczy

Witajcie,

Rozpoczął się nowy rok szkolny i choć dawno już nie obowiązuje mnie dzwonek lekcyjny, przełom sierpnia i września wywołuje nostalgię, taką przyjemną, z kategorii kojarzących się z miękkim kocem i herbatą z miodem. Większość ludzi dokonuje podsumowań w okolicach Nowego Roku, ja, niczym filmowe Lejdis, które obchodzą Sylwestra w sierpniu, robię życiowy bilans w okolicach urodzin. A że urodziłam się właśnie w sierpniu, nadszedł czas na podsumowanie.

Co zdarzyło się w minionym miesiącu?

To był szalony miesiąc, bardzo intensywny, z kalendarzem wypełnionym do granic, ale też pełen pozytywnych emocji.

Podróż przedślubna - Cambridge na weekend


Sierpień rozpoczęliśmy krótkim wyjazdem do kraju pachnącego deszczem i popołudniową herbatą. Była to nasza podróż przedślubna, a jednocześnie niecodzienne wydarzenie, bo choć kocham podróże, nie jestem w stanie fundować ich sobie regularnie, każdy wyjazd jest zatem wyjątkowy. Jeśli jesteście ciekawi, co udało nam się zobaczyć, a także czy moim zdaniem warto pojechać do Cambridge - zapraszam TU


Weekend panieński



Zwyczajowo każda przyszła Panna Młoda spędza wieczór panieński z dala od ukochanego, a jej przyszły mąż w tym czasie baluje z kolegami. Dla mnie impreza w klubie nie byłaby niczym szczególnym, ot, fajna, przyjemna zabawa, dlatego zamiast jednorazowego wyjścia wybrałam coś niecodziennego i pojechałyśmy z przyjaciółką do Karpacza, by cały weekend panieński spędzić w hotelu SPA. Oczywiście bawiłyśmy się wspaniale, a dwa dni wystarczyły, by przynieść relaks tygodniowego urlopu. Po szczegóły zapraszam TU


Wyszłam za mąż (zaraz wracam)


I'm yours, you are mine
From this day, to the end of my days. 

Gdybym mogła cofnąć czas i miała pełną swobodę wyboru, słowa przysięgi zdecydowanie wyglądały by jak powyżej. Cała reszta jednak pozostałaby dokładnie w ten sam sposób, w jaki się wydarzyła, bo to było zdecydowanie najbardziej niecodzienne i szczęśliwe ze wszystkich moich przeżyć nie tylko w minionym miesiącu, roku, ale też, mam nadzieję, życiu. Wyszłam za mąż, mów mi "żono". Jestem z tych, dla których ślub to nie marzenie z dzieciństwa, nie śniłam o białej sukni z długim welonem, perspektywa założenia wielkiej bezy była dla mnie wręcz przerażająca, etap przygotowań i rozmów z rodziną o nieistotnych detalach doprowadzał mnie do szału, a mimo to, w dniu ślubu byłam najszczęśliwszą osobą na sali. Pierwszy taniec, który ćwiczyliśmy samodzielnie wypadł naprawdę dobrze, co potwierdziły liczne komplementy, jedzenie - typowo polskie potrawy, doprawione rewelacyjnie, dj sprawdził się super i dostosował muzykę do upodobań gości. Bawiliśmy się do białego rana, kończąc noc widokiem wschodzącego nad jeziorem słońca. 

Sierpień przyniósł naprawdę niecodzienne przeżycia, wrażenie, których na pewno długo nie zapomnę. Po ślubie podobno wszystko się zmienia - na razie żyjemy odurzeni szczęściem i choć technicznie nic nie uległo zmianom, sama świadomość przysięgi złożonej drugiej osobie sprawia, że czujemy się jeszcze bliżsi, upojeni sobą. To piękny stan, trochę jakby zakochać się na nowo. 

Pod koniec miesiąca obchodziłam również kolejne 18-ste urodziny. Trzydziestka coraz bliżej, ale nie przejmuję się tym nic a nic, to co najpiękniejsze właśnie trwa, a przede mną, nami jeszcze mnóstwo pozytywnych emocji, w końcu czas zaplanować kolejne bardzo niecodzienne wydarzenie - podróż poślubną.
Polecacie jakieś miejsce, którego długo nie zapomnimy? Z niecierpliwością czekam na komentarze! 

"Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion." 

A.