Kosmetyki minionego lata

Dziś post lekki, przyjemny i skierowany do pań. Przedstawiam bowiem mazidła, które towarzyszyły mi przez ostatnie miesiące i z których byłam nadzwyczaj zadowolona. 

Kosmetyki minionego lata


Lato to czas, kiedy zwykle podróżujemy i tu na wstępie polecam poduszkę rogala - niezastąpiona, jeśli jesteście w stanie zasnąć w samolocie lub aucie i obudzić się bez bólu karku. A teraz, kiedy ulubiony gadżet lata został już przedstawiony, pora na kosmetyczne perełki. Choć prawdziwy urlop dopiero przede mną, w ciągu minionych wakacji trafiło się kilka wyjazdów. Produkty i rzeczy, jakie ze sobą zabierałam musiały przede wszystkim być wielofunkcyjne. Ubrania miały za zadanie pasować zarówno na dzień, jak i na wieczór (co udało się, dzięki dobrze skomponowanej szafie), makijaż mocno ograniczałam i bardzo często, dzięki przedłużonym rzęsom i hybrydowym paznokciom, nie malowałam się w ogóle, a pielęgnację traktowałam minimalistycznie. 


Podstawa pielęgnacji - Sesderma Factor G Renew: serum i krem 
+ Sun Ozon SPF 50


Przez całe lato, w pielęgnacji skóry twarzy towarzyszyły mi 3 produkty. Serum i krem stosowałam zarówno na wieczór, jak i na dzień, poranną pielęgnację wzbogacając kremem z wysokim filtrem przeciwsłonecznym SPF 50

Sesderma Factor G Renew serum

Zamknięte w szklanym opakowaniu z wygodną pipetą serum to (zgodnie z sugestią producenta) produkt przeznaczony dla skóry, która potrzebuje ujędrnienia i odmłodzenia. Nie wierzę w bajki o cofnięciu wieku, czy wymazaniu zmarszczek, ale jedno jest pewne: serum bardzo szybko się wchłaniało, rewelacyjnie nawilżało zmęczoną słońcem skórę i wspomagało ujednolicenie kolorytu, dzięki czemu niejednokrotnie mogłam pozwolić sobie, by zrezygnować z makijażu. 
Zgodnie z informacją producenta serum zawiera wzbogaconą formułę, opartą na 5 czynnikach wzrostu pochodzenia roślinnego (HGH, GM-CSF, EGF, TGF-β2 i TIMP 2), peptydach biomimetycznych, komórkach macierzystych jabłoni domowej oraz wyciągu z wąkroty azjatyckiej. Produkt jest lekki, idealnie nadaje się do stosowania na dzień, nawet kiedy planowałam umalować twarz, dobrze przygotowywał cerę do wykonania makijażu. Serum sprawdzało się również w okolicy oczu, u mnie nie wywołało żadnych podrażnień. W konsystencji, ze wszystkich ser, jakie dotychczas stosowałam, najbardziej przypomina mi Estee Lauder Advanced Night Repair, ni to mleczko, ni to żel, wydajne, 30ml wystarczyło na 2 miesiące codziennych aplikacji (czasem 2 razy dziennie, czasem tylko na noc). Niestety, zużyłam już całe opakowanie, ale na pewno za jakiś czas do niego powrócę.

Sesderma Factor G Renew krem

Przez lato zużyłam również krem z serii Factor G nagrodzony w 2015r. przez magazyn LNE to produkt o podobnym działaniu do przedstawionego powyżej serum. Poza czynnikami wzrostu, zawiera kompleks antyoksydacyjny, w skład którego wchodzą ergotioneina, pterostilben, kwercetyna i witamina E, chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, pomagając na dłużej zachować jej młody wygląd. Dla mnie zestawienie serum i kremu to idealny duet na letnie miesiące, kiedy skóra narażona jest na kontakt z intensywnym promieniowaniem słonecznym. 
Krem bardzo dobrze nawilżał i ujędrniał skórę. Podobnie jak mój ulubiony Azelac, bardzo szybko się wchłaniał, produkt idealny na lato, ponieważ sprawdził się zarówno na dzień, jak i na noc, a nawet, jako krem pod oczy. 


Sun Ozon Sonnenfluid
Matujący Fluid Przeciwsłoneczny SPF 50

Ochrona przeciwsłoneczna to pierwszy i najważniejszy element w profilaktyce przeciwzmarszczkowej, dlatego krem z filtrem, zwłaszcza w okresie letnim, to dla mnie po prostu must have. Wypróbowałam wiele dostępnych na rynku filtrów, jednak, mimo zaawansowanej technologii, w wielu przypadkach pojawiał się ten sam problem: niesamowite świecenie twarzy. I o ile na plaży kompletnie mi to nie przeszkadza, o tyle w warunkach miejskich jest to mankament, który sprawiał, że długo poszukiwałam lepszego produktu. W ten sposób, metodą prób i błędów, znalazłam 3 kremy z filtrem SPF 50, z których jestem zadowolona i które stosuję zamiennie, a mianowicie: La Roche Posay Anthelios XL, Vichy Capital Soleil oraz Sun Ozon Sonnenfluid, z czego ten ostatni jest najłatwiej dostępny i najtańszy - bo to marka sieci drogerii Rossmann, a koszt fluidu oscyluje w granicach 20 zł. Jak mawiał speaker w pewnej reklamie: jeśli nie widać różnicy, to po co przepłacać? 


Dr. G Pore + Perfect Cover BB


Kolejny hicior lata (a w zasadzie: do stosowania przez cały rok) to krem BB, którego nie zamienię na żaden inny, chyba, że odkryję produkt w 100% naturalny i ten mu dorówna. Pierwsze wrażenie opisałam w poście o azjatyckich kremach BB z dolnej i górnej półki, tam też znajdziecie próbki kolorystyczne i porównanie do innego, dość popularnego produktu zachwalanego w sieci. Teraz, po dłuższym stosowaniu mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jest to moja kosmetyczna miłość. Pewna niezawodności, wykonałam nim swój ślubny makijaż, utrwalony pudrem i mgiełką Kryolan trzymał się całą noc, a nie ma chyba lepszego testu dla kosmetyku niż makijaż, który przetrwa letnią imprezę! 


Smashbox Color Correcting Stick 
oraz Revlon Colorbust Matte Balm


Kiedy za oknem żar lał się z nieba, ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę, było nakładanie makijażu. Jednak, ponieważ cienie pod oczami mam nawet na zdjęciach z komunii, z pomocą przyszła konsultantka perfumerii, która doradziła mi brzoskwiniową kredkę marki Smashbox. W pierwszym momencie pomyślałam, że pani chyba minęła się z powołaniem proponując mi kredkę pod oko, w dodatku tak ciemnym kolorze, kiedy ja korektory kupuję jak dla albinosów. Produkt jednak okazał się strzałem w dziesiątkę. Kredka jest cudownie miękka, bardzo wydajna, bo już kilka dotknięć tuszuje zasinienia i idealnie stapia się z cerą, śmiało można na nią położyć ulubiony jasny korektor albo delikatnie przypudrowaną nosić solo, makijaż całej twarzy można sobie odpuścić.  

Revlon Colorbust Matte Balm to z kolei szybka opcja na podkreślenie urody. Ten w kolorze Sultry Sulfureuse (nr 225) to lepszy odcień moich ust. Nie jest klasycznym balsamem, bo jak każdy produkt matowy - nie ma szans, by nawilżał, ale też nie przesusza ust i można nosić go wiele godzin, podobnie do klasycznych pomadek. Jest też niezwykle wydajny - swój kupiłam podczas jednej z promocji -49% w drogerii Rossmann i mam go od listopada 2015, a ponieważ nie zmienił konsystencji ani zapachu, używam nadal z ogromną przyjemnością. 



Victoria Secret PINK 
Wild & Breezy body lotion


Lato to słońce, a słońce to w moim przypadku wysuszenie skóry, zwłaszcza na ramionach i łydkach, więc raz, a zwykle kilka razy dziennie potrzebowałam wsparcia w postaci nawilżacza. Wszelkiego rodzaju balsamy darzę szczerą nienawiścią, lubię wyłącznie musy Sephora i masła The Body Shop, i jeśli coś nie wchłania się w 5 sekunkd, szybko wędruje w świat. Tym razem zdarzyło się tak, że to mleczko do ciała przywędrowało do mnie, za co jestem poprzedniej właścicielce niezwykle wdzięczna, bo produkty Victoria Secret nie były wtedy jeszcze w Polsce dostępne, a i teraz trzeba by fatygować się do Warszawy. A jak wiadomo, ciekawość, babska cecha ;). Dzięki uprzejmości Oli z bloga żona luksosowa miałam więc okazję przetestować mleczko do ciała Victoria Secret i cóż mogę powiedzieć: zdecydowanie jestem na TAK! Dołącza ono do grona produktów, którymi lubię się smarować. Wchłania się super szybko, dobrze nawilża, zwykle wystarczy użyć go 2 razy dziennie, choć wiadomo, że jeśli spędzamy na powietrzu pół dnia, lub bierzemy prysznic co parę godzin, reeplikacja jest zalecana. Producent napisał na opakowaniu, że mleczko pachnie guawą i kwiatem marakui, ale mój nos sugeruje raczej borówki ;) 


Lalique Lamour 


Na koniec woda toaletowa, która towarzyszyła mi całe lato. W kwestii zapachów jestem wierna, może nawet lekko monotematyczna, bo kiedy przyczepię się do jednego flakonu, mogę z powodzeniem używać go kilka miesięcy. Mam kilka buteleczek i nie czuję niedosytu. Zmieniam perfumy sezonowo, w tym roku latem wybór padł na Lalique Lamour - kwiatowa, świeża woń, która nie utrzymywała się zbyt długo, ale jestem w stanie jej to wybaczyć. Połączenie bergamotki, róży, neroli z białymi kwiatami tuberozy, gardenii i jaśminu oraz sandałowcem, cedrem i piżmem to w mojej opinii wyjątkowo udana kompozycja i z całą pewnością, gdy tylko zrobi się cieplej, znów sięgnę po ten elegancki flakon. 


To już koniec moich hitów lata. Ciekawa jestem, co u Was sprawdziło się wybitnie? 
Piszcie koniecznie w komentarzach, może ja i inni bywalcy bloga odkryją jakąś perełkę :) 

Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion.
A.