Najlepszy okres w życiu kobiety.

Okolice trzydziestki, takie wiecie, 2-3 lata w te czy wewte to najlepszy okres w życiu kobiety. Jesteś na tyle młoda, by móc rzucić wszystko i zacząć od nowa, jeśli dotychczasowe wybory nie sprawiają ci satysfakcji, ale też na tyle dojrzała, by wiedzieć, czego chcesz w życiu, a przynajmniej - czego nie chcesz. Za 10-15 lat, (przy odpowiedniej pielęgnacji twarzy i ciała), będziesz wciąż ładna, jednak teraz, właśnie w okolicach trzydziestki, jesteś u szczytu atrakcyjności. Nic nie jest tak seksowne jak uśmiech i niepohamowana pewność siebie, której, mimo gładkiej buzi, notorycznie brakuje dwudziesto(kilku)latkom. Wykorzystaj to, masz władzę nad sobą i światem, jakkolwiek seksistowsko i banalnie to brzmi. 

W okolicy trzydziestki możesz podejmować decyzje, na które brakowało ci wcześniej odwagi (i pieniędzy). Życie jest zbyt krótkie, by przejmować się opiniami innych, zbyt krótkie, by pić kiepskie wino i kawę z automatu. Teraz w końcu to wiesz. 
Jeśli kiedykolwiek chciałaś nauczyć się tańczyć na rurze, pojechać w podróż dookoła świata, poznać język, którego używają w rejonie środkowej Afryki dla samej satysfakcji poznania go, jeśli chciałaś spróbować trującej ryby, którą, w przypadku błędu kucharza, zjesz jeden, jedyny raz - teraz jest na to odpowiedni moment! Działaj!

A może, mimo, że zegar biologiczny niebłagalnie tyka, nadal nie wiesz, czego chcesz? Nie szkodzi, nie skupiaj się na tym, po prostu szukaj, próbuj, doświadczaj. I rób to trochę desperacko, wyjątkowo intensywnie. Poczuj carpe diem, bycie tu i teraz. 
Osobiście chcę mieć co wspominać, doświadczyć jak najwięcej zanim zgaśnie światło. Żyję, by czuć emocje. I z autopsji wiem, że to całkiem niezła metoda oswajania rzeczywistości.

Mawiają: Nigdy nie rezygnuj z marzeń. Problem w tym, że chyba nigdy nie miałam marzeń. Mam za to cele. Z terminem realizacji. I bardzo napięty kalendarz. 
Niedługo dobiję trzydziestki, najwyższa pora, by wishlista została nieco bardziej pokreślona. 





Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion. 

Pozdrawiam, A.