7 celów na 2017. Czy udało mi się je zrealizować?

W tym roku, jak co roku zresztą, pokuszę się o małe podsumowanie. Jak pisałam równo 12 miesięcy temuNowy Rok nie oznacza, że musisz nagle wszystko zmienić, przewrócić swój świat do góry nogami. Jeśli coś jest w Twoim życiu dobre, sprawia Ci radość - trwaj w tym! Jeśli natomiast czujesz, że coś możesz poprawić, początek roku to dobry czas, ponieważ z reguły motywacja jest wtedy silniejsza.



Idąc tym tropem, z początkiem mijającego roku, wytyczyłam sobie 7 celów. Czy udało mi się je zrealizować?

Wchodząc w 2017 zamierzałam:
1. Mniej przejmować się zdaniem innych.
2. Pracować nad sylwetką.
3. Systematycznie robić bilans pozytywnych rzeczy.
4. Oszczędzać min. 10% przychodu.
5. Kupować mniej.
6. Zorganizować podróż w ciekawe miejsce.
7. Czekać cierpliwie.

1. Zamierzałam mniej przejmować się zdaniem innych.
Zacznijmy od tego, że w mijającym roku szczęśliwie wyszłam za mąż. Jak powszechnie wiadomo, wraz z mężem, my, żony, zyskujemy teściową, mamę, mamusię, niejako w pakiecie. Dla jednych jest to ogromna radość, inne trafiają na grunt neutralny, ja wyniosłam naukę - zdecydowanie mniej przejmuję się zdaniem innych. Z wiekiem i dojrzałością, nabieramy grubszej skóry, emocjonalnego pancerza, więc jeśli masz teraz -naście lub -dzieścia lat i uważasz, że opinia innych ludzi jest istotna, mam dla Ciebie jedno pocieszenie - to minie. Im bardziej będziesz ufać sobie, tym mniej sugestie postronnych osób będą Cię interesować. Rozwijaj się w kierunku, który fascynuje Ciebie. To Ty (i nikt poza Tobą) żyjesz swoim życiem, weź zatem za nie odpowiedzialność, żyj szczęśliwie, a jeśli trzeba - nieco egoistycznie. To lepsze niż bycie pasażerem lub podążanie cudzą ścieżką.
1:0 dla mnie


2. Chciałam pracować nad sylwetką.
Postanowienie jakże aktualne, nie dlatego, że nic nie robiłam, ale z uwagi na plany kontynuowania aktywności. W okresie ciepłym (od wczesnej wiosny począwszy, na późnej jesieni kończąc) dojeżdżałam do pracy rowerem, wracając podziwiałam krajobrazy, zbaczałam z utartych ścieżek, szukałam nowych tras, poznałam lepiej miasto i zachwyciłam się nim na nowo, przy okazji zaliczając trening, bo nikt mi nie powie, że niemal 20km dziennie, to mało! Sezon zimowy nieco zmienił rytm, zamiast roweru, w ruch poszedł domowy steper i gimnastyka dywanowa połączona z youtubową jogą, pilatesem, strechingiem. Mam tu dla Ciebie radę: jeśli nie lubisz siłowni, karnet wcale nie jest obowiązkowy, nie ma jedynej słusznej drogi, by być sprawnym, zdrowym i dobrze wyglądać!
Znów 1:0




3. Planowałam systematycznie robić bilans pozytywnych rzeczy.
W realizacji tego postanowienia wspaniale pomógł mi projekt #12niecodziennych, choć nie co miesiąc udawało mi się podsumować nietypowe wydarzenia. Jeśli jeszcze nie znasz tej inicjatywy, którą kilka lat temu rozpoczęła Kasia (Droga do minimalizmu), serdecznie zapraszam Cię do dołączenia. Postanowienie na 2018 mogę zapisać już teraz: znów wezmę udział w projekcie 12 niecodziennych rzeczy, jednak tym razem, obiecuję systematyczność i co miesięczne podsumowania.

Na blogu znajdziecie #12niecodziennych:
styczeń
luty 
marzec, kwiecień, maj, czerwiec
sierpień
listopad

Ocena 0,5:0,5 wydaje się być uczciwa.



4. Zamierzałam oszczędzać min. 10% przychodu.
Podsumowanie tego punktu jest dla mnie nieco problematyczne, bo z jednej strony, jak najbardziej zostało ono zrealizowane, z totalnego utracjusza, stałam się sumienną panią własnych finansów, z drugiej, oszczędności w znacznej mierze uległy konsumpcji. W 2017 zorganizowaliśmy ślub oraz wypełniliśmy moje postanowienie z punktu numer 6.
Wychodzę jednak z założenia, że żyję nie po to, aby mieć i magazynować, nie pracuję, by tylko powiększać liczbę cyferek na koncie, ale by czuć, doświadczać, być. Wiadomo, pieniądze to nie wszystko, jednak zdecydowanie ułatwiają znaczną część życiowych planów. Parafrazując pewne powiedzenie, mogę śmiało stwierdzić, że: pieniądze szczęścia nie dają, dopiero wyjazdy.
Znów 0,5:0,5. 

(nie, to nie pieniądze z eurobiznesu, na zdjęciu lankijskie rupie)

5. Planowałam kupować mniej.
Ten aspekt miał głównie na celu wprowadzenie ograniczeń w ilości posiadanych kosmetyków, ponieważ swego czasu moja łazienka wyposażona była równie dobrze, co pobliska drogeria. Czego dokonałam? Obiecuję wyspowiadać się w kolejnym poście.
No dobra, już teraz zdradzę, że dałam radę! 
1:0



6. Chciałam zorganizować podróż w ciekawe miejsce.
Postanowienie było dość ogólne, ponieważ ciekawym miejscem jest zarówno piękne, polskie Zakopane, jak i odległy kraniec świata, więc pisząc je, wykazałam się niezwykłą asekuracją, jednak w głębi duszy wiedziałam, że pod moim ciekawym miejscem, kryje się jeden z azjatyckich krajów i tak, tak, tak! Zrealizowałam również ten punkt. W nieco odroczoną, bo z ponad miesięcznym opóźnieniem, podróż poślubną pojechaliśmy na Sri Lankę, o czym, jeśli masz ochotę możesz poczytać TU.
Odwiedziłam również bajkowe Cambridge oraz Holandię, o której pisałam już wcześniej. 
Ten punkt śmiało mogłabym ocenić na 2:0, bo wizyta w Azji była dla mnie podróżą życia, ale nie wychodźmy poza skalę... Zatem 1:0



7. Zamierzałam nauczyć się czekać cierpliwie.
Czy mi się udało? Absolutnie nie! Nadal żyje we mnie ogromna potrzeba realizacji wszystkiego, co tylko przyjdzie mi do głowy tu i teraz. Nie umiem czekać, nie mam marzeń, mam cele z konkretną datą realizacji i zwykle mój brak cierpliwości sprawia, że realizuję je szybciej, ale nigdy połowicznie. Przyznaję jednak, cierpliwość cnotą jest, będę więc nadal pracować. 
Tu poległam z kretesem 0:1



Bilans 5/7 uważam za naprawdę przyzwoity wynik. 

A jak się mają Twoje postanowienia z początku 2017 roku? Koniecznie podziel się w komentarzu! Ciekawa jestem, czy w ogóle robisz różne założenia? A może nie planujesz i nie podsumowujesz? 
Ja po prostu lubię mieć wytyczne, zarys i plan działania, jednak zdaję sobie sprawę, że nie każdemu taka forma planowania czasu musi odpowiadać. Koniecznie daj znać, jak jest u Ciebie!

Pozdrawiam, A.