Lepsze wrogiem dobrego

Masz swoje sprawdzone produkty, ulubione potrawy, miejsca, w które najchętniej chodzisz, sposób spędzania wolnego czasu, prawda? Masz na pewno, nie uwierzę, że nie. Żyjąc -naście czy -dzieści lat na świecie wypracowaliśmy dziesiątki metod, stworzyliśmy drogę, by błyskawicznie trafić do własnej strefy komfortu, w której czujemy się najlepiej sami z sobą, bezpiecznie. Jednak świat nieustanie stawia przed nami wyzwania, pojawiają się nowe możliwości, kolejne produkty warte wypróbowania, nieznane dotąd metody na osiągnięcie sukcesu i nie mówię, by się od tego wszystkiego odcinać, ale czasem warto spojrzeć na nowość z doskonale znanej perspektywy, uświadomić sobie, że niekoniecznie wszystkiego trzeba w życiu spróbować i zadać pytanie: czy na pewno tego potrzebuję? Czasem dołożenie wisienki na tort może sprawić, że zwyczajnie nas zemdli, bo:


lepsze jest wrogiem dobrego





Kosmetycznie

O kulcie urody i tym jak niewiele trzeba, by zajść za daleko, ale także o wierze w siebie pisałam już w postach: 
Naturalne piękno 
Kobieto! Jesteś piękna!

W tym tygodniu przyszło mi się na własnej skórze doświadczyć skutków zakupów rewelacyjnych i polecanych produktów, którymi zastąpiłam moje ulubione i bardzo szybko pożałowałam decyzji. Przykład? Proszę bardzo - choć nie miał to być post kosmetyczny. 
Po niezliczonych opakowaniach szamponów Alterra, skusiłam się na polecaną i zachwalaną we wszystkich mediach społecznościowych nowość Nivea. Ochów i achów u mnie nie ma, szampon plącze włosy niemiłosiernie, ale będąc wierną zasadzie 1 produkt/1sztuka jakoś go wymęczę. To będzie jednak nasze pierwsze i ostatnie spotkanie. 
Kolejny kosmetyczny smaczek: zużyłam 2 opakowania wspaniałej maski Anwen, która na moich wysokoporowatych włosach sprawdza się rewelacyjnie, cudownie, bosko (tak, tak, mogę zachwalać pod niebiosa jeszcze długo, bo to najlepsza maska, jaką miałam. Ever!), ale jakiś diablik szalony podkusił mnie, by wypróbować coś innego, bo być może, jakimś zrządzeniem losu będzie jeszcze lepiej. O ja głupia, naiwna! Kupiłam odżywkę, której jeszcze nigdy nie miałam, jednak opis na opakowaniu był zachęcający, cena przystępna. Rezultat? Męczę ją do emulgowania oleju po olejowaniu włosów i czekam niecierpliwie aż najlepsza maska świata przyjdzie do mnie w paczuszce z fioletową wstążeczką. Będę całować kuriera po rękach. Lata trwały zanim wypracowałam system pielęgnacji włosów, który mnie satysfakcjonuję. Koniec z przypadkowymi produktami, już długo nic mnie nie zmusi do eksperymentów, promise! 


Kulinarnie

Ileż to razy próbowałam zastąpić klasyczne produkty mniej kalorycznymi zamiennikami. 
Słodzik zamiast cukru? Był na porządku dziennym, dopóki nie przestałam słodzić całkowicie. Jogurty light zamiast pełnowartościowych? Oczywiście. Kiedyś kupiłam nawet czekoladę 0%! Och, jaka była obrzydliwa! 
W kuchni nauczyłam się nie przesadzać. Oczywiście, nadal odchudzam przepisy kulinarne, jogurt zamiast śmietany? Jak najbardziej! Zielony koktajl na wodzie zamiast mlecznego smoothie? Tak, tak, tak! Jest zdrowo i pysznie, ale nauczyłam się, że lepiej nie zjeść wcale albo nałożyć sobie pół porcji niż oszukiwać się półśrodkiem typu light czy 0%, bo ani to zdrowe, ani smaczne, a w ostatecznym rozrachunku i tak nie czułam się usatysfakcjonowana. 


Sportowo

Ile razy odlozylas trening tylko dlatego, ze nie mialas czasu wykonac go w pelni? Doskonale to znam! Niejednokrotnie zdarzalo mi sie odpuszczac, kiedy mialam malo czasu lub sil na wykonanie poprawnie wszystkich cwiczen, ktore sobie zaplanowalam. W efekcie zamiast poruszac sie 10-20 minut, nie robilam nic, a sport przekladalam na wieczne jutro, a to, jak sie slusznie domyslasz, nie nastepowalo nigdy. Z tego powodu zylam na notorycznej diecie i popelnialam powyzej wspomniane grzechy kulinarne, a kazda nadwyzka kalorii automatycznie byla widoczna w mojej sylwetce. Dzis juz tak nie postepuje, wiem, ze o wiele lepiej cwiczyc regularnie - niewazne pol czy dwie godziny. Lepszy jakikolwiek ruch niz perfekcyjny trening, ktorego nie wykonalam. 


Pulapki perfekcjonizmu

Gdzie w codzienności znajdziemy lepsze, które jest wrogiem dobrego? Ano w perfekcjonizmie. Dobry tekst jest wystarczająco dobry, by go opublikować. Lepiej zrobić to teraz, niż do nieskończoności dopracowywać mało istotne detale. W ostatecznym rozrachunku może okazać się, że, jako perfekcyjny autor, zostaniesz z dopieszczonym materiałem, ale to Twój konkurent będzie cieszyć się publikacją, kto inny wyda książkę, a twoją idealną, dopracowaną tak, że aż przepracowaną przeczyta najwyżej dno szuflady! Wysokie standardy są niesamowicie istotne, czy jednak ważniejsze niż, nawet niedoskonałe, działanie? Perfekcjonizm w pozytywnym znaczeniu jest dążeniem do doskonałości, które sprawia satysfakcję. Jeśli jednak zamienia się w presję o charakterze kompulsywnym, wpływa destrukcyjnie i w efekcie obniża produktywność, ale może też prowadzić do o wiele poważniejszych zaburzeń, jak depresja, czy zaburzenia odżywiania. 


Wiedząc to wszystko, wrzuć na luz! Ciesz się tym, co masz, tym co robisz. 
My, ludzie nie jesteśmy idealni, warto więc pamiętać, że lepsze jest wrogiem dobrego. Nie szukaj na siłę coraz to nowych produktów, nie kombinuj przesadnie, dopuść ryzyko błędu, skup się na tym, na co masz realny wpływ, zamiast zastanawiać się co dodatkowego można jeszcze zrobić, a przede wszystkim działaj! To prosta metoda i może nie zapewni nam ona perfekcji, ale na pewno da szczęście. 

Spróbujesz?  




Bo wszystko to magią jest i iluzją, i zdarza się raz na milion. 


Pozdrawiam, A.