Zimowa pielęgnacja ust

Dziś przychodzę z tematem kosmetycznym, a ponieważ post w kategorii testowane na mnie pojawił się ostatnio we wrześniu, spieszę z wyjaśnieniem i nadrobieniem zaległości. Absolutnie przyczyną nie jest to, że nie stosowałam w tym czasie żadnych kosmetyków, wręcz przeciwnie, pojawiło się u mnie kilka produktów, o których, jeśli będą sprawować się jak dotychczas, z przyjemnością niedługo wspomnę. Nie pisałam o kosmetykach, ponieważ przez dość długi czas nie trafiałam na nic, co szczególnie zwróciłoby moją uwagę, a obiecałam przecież przedstawiać jedynie perełki. Minęło jednak lato, jesień i w końcu nadeszła zima, choć nie jest upiornie mroźna, zdecydowanie daje skórze twarzy i ciała odczuć swoją obecność. W moim przypadku najbardziej cierpią usta, dlatego w okresie chłodów, staram się zadbać o odpowiednią pielęgnację i gromadzę arsenał, który mi w tym pomaga.  


Pielęgnacja ust zimą 



Po pierwsze: zapobiegam. Przed każdym wyjściem staram się nakładać na wargi warstwę preparatu ochronnego, by nie dopuścić do przesuszenia, spierzchnięcia skóry, bo od tego już tylko krok do opryszczki, do której mam ogromne tendencje. Przed laty (i mam na myśli niemal dekadę!) uwielbiałam nawilżające pomadki ochronne, jednak, gdy firmy zmieniły formułę i zamiast przyjemnego masełka, zaczęły przypominać one błyszczyki, moja sympatia zmalała. Efekt, owszem, podoba mi się do dziś, jednak nawilżenie i działanie ochronne już nie to, a przy tym nie bardzo pasuje mi lekko wazelinowy posmak większości. Szukałam produktu, który łączyłby właściwości pielęgnacyjne z delikatnym zabarwianiem ust, z uwagi na to, że moje wargi z natury nie mają zbyt intensywnej czerwieni, często są blade, a ja najbardziej w całym makijażu lubię podkreślać usta. Ostatecznie do mojej podręcznej kosmetyczki trafiło kilka produktów: 


Resibo Kojący balsam do ust. Perfector 3 w 1

Według producenta balsam ma za zadanie koić i odżywiać skórę ust, zwiększać ich objętość i uwydatniać naturalną czerwień. 
W moim przypadku jedynie pierwsza część obietnic została spełniona: produkt rewelacyjnie nawilża i wygładza wargi, z czasem lekko się wchłania, co umożliwia nałożenie pomadki, jeśli komuś na tym zależy. Nie wierzę w możliwości powiększające (co najwyżej optycznie, poprzez dodanie blasku lub odpowiednią grę kolorem), więc nie oczekiwałam takich efektów, po cichu liczyłam na uwydatnienie czerwieni wargowej, tak minimalnie, choć odrobinę, jednak tego efektu nie dał u mnie żaden produkt i ciekawa jestem, czy to kwestia mojego organizmu, czy testowanych dotychczas balsamów. Nie mniej jednak, główne działanie, dla którego kupiłam - ochrona, nawilżenie i ukojenie - spełnia na piątkę! Plusem jest naturalny skład, a dodatkowym atutem zapach i delikatnie słodkawy posmak. 
Stosuję na co dzień, niemal przed każdym wyjściem na zewnątrz od ok. 5 miesięcy i jeszcze mi się nie skończył, więc uznaję, wydajność jest naprawdę w porządku.  



Pojemność: 10ml
Dostępność: 1 wariant, na stronie producenta resibo oraz w wybranych drogeriach



Bobbi Brown Balsam w sztyfcie Extra Lip Tint Bare Popsicle

Balsam do ust z kompleksem oliwy z oliwek, witaminami C i E oraz olejkiem Babassu ma za zadanie odżywić usta, zmniejszyć widoczność lekkich linii i zmarszczek - definitywnie to robi, ponieważ ma wykończenie błyszczykowe, a przy tym konsystencję galaretki, która przywiera do ust na długie godziny, nie wchodzi w linie mimiczne, tworzy delikatną taflę i odbija światło. Wszelkie nierówności wydają się być optycznie wygładzone, a przy tym nadaje wargom delikatnego koloru, który utrzymuje się nawet, gdy warstwa błyszcząca zostanie starta (lub zjedzona), co jest idealnym rozwiązaniem dla osób, mających - jak ja, naturalnie dość blade usta, a chcących je czasem podkreślić pielęgnując przy tym skórę warg. Zapach przypomina mi Vibovit, co wywołuje pozytywne skojarzenia z dzieciństwem.


Pojemność - zatrważająco mała: 2,3g
Dostępność: 2 warianty kolorystyczne, perfumeria douglas


Pomadka Nivea Blackberry Shine

W tym miejscu powinnam uderzyć się w pierś, pisałam przecież we wstępie, że bardziej śliska formuła pomadek nie pasuje mi i owszem, jest to prawda, jednak dla tej jednej wersji kolorystycznej, kierowana czysto kobiecą ciekawością, zrobiłam wyjątek. Gdy moje usta są w dobrej kondycji, nie odmawiam jej użycia. Nawilżenie jest średnie, błyszczące wykończenie sprawia, że jest ona zdecydowanie mniej trwała i wymaga częstych aplikacji, jednak zapach i kolor ujęły mnie bez reszty. 



Pojemność: 4,8g/5,5ml
Dostępność: każda drogeria: hebe, natura, rossmann, wiele marketów





Sytuacje awaryjne

Mimo skrupulatnej pielęgnacji zdarza mi się przesuszyć skórę ust. Wtedy z pomocą przychodzą mi 2 produkty: pierwszy jest w 100% naturalny i na pewno można go znaleźć w każdym domu, drugi to produkt marki luksusowej (zupełnie nie spełniający zapewnień producenta), który za to rewelacyjnie sprawdził się w innej roli. 



Peeling do ust

Nie kupuję gotowych peelingów. Przetestowałam kiedyś kilka takich produktów ostatecznie uznając, że są one dla mnie zbędne i żaden gotowiec nie zastąpi przygotowanego w kilka sekund, domowego preparatu, do złuszczania naskórka. Mowa oczywiście o naturalnym miodzie pszczelim i cukrze (nie ma znaczenia białym, brązowym, czy jaki tylko jest w kuchni). Nabieram na łyżeczkę odrobinę miodu, smaruję wargi, następnie przyklejam niewielką ilość cukru i delikatnie pocieram opuszkiem palca aż osiągnę zadowalający efekt. Na koniec spłukuję wodą, powtarzam w kryzysowych sytuacjach oraz profilaktycznie raz w tygodniu. Ot, cała filozofia. Usta po takim zabiegu są niezwykle miękkie, a wszelkie pomadki wyglądają po prostu lepiej. 



Dior Lip Maximizer 

Producent obiecuje nawilżenie i natychmiastowe zwiększenie objętości ust. Dzięki niezwykłej kombinacji kwasu hialuronowego i morskich ekstraktów wypełniających usta, mają się one stać miękkie i uwodzicielsko pełne. Jak już wspomniałam, opisując balsam Bobbi Brown, powiększyć usta może zabieg u lekarza medycyny estetycznej. Po nałożeniu tego produktu, efekt ładnie wyglądających, pełnych ust rzeczywiście jest, jednak zapewnić go może niemal każdy błyszczyk, pod tym względem nie jest to w żadnej mierze rewolucyjny specyfik. Dlaczego więc umieściłam go w zestawieniu ulubionych mazidełek do zimowej pielęgnacji? I to jeszcze w grupie kosmetyków, które sprawdzają się w sytuacjach awaryjnych? Otóż: nic tak szybko nie regeneruje spierzchniętych warg, jak właśnie Lip Maximizer. Jego działanie jest niesamowite, w ekspresowym tempie wygładza usta, nawilża je, a jako błyszczyk utrzymuje się niezwykle długo, więc jeśli zdarzy mi się przesuszyć usta lub zbyt długo nosić matową pomadkę, ten produkt jest ratunkiem. 



Pojemność: 6ml
Dostępność: 1 wariant kolorystyczny: perfumeria douglas, perfumeria sephora, iperfumy







Złota piątka w pielęgnacji - to produkty, do których z pewnością wrócę, choć nie jest powiedziane, że od razu, na rynku jest całe mnóstwo balsamów oraz preparatów ochronnych, które aż proszą się o wypróbowanie. Na szczęście wyrosłam już z potrzeby posiadania 20 pomadek poupychanych po torebkach i kieszeniach, z czego większość nie zadowalała mnie nawet w połowie tak bardzo, jak przedstawione tu produkty. Często mniej, znaczy więcej, a jakość - jeden sprawdzony, uniwersalny kosmetyk, lepszy niż kilkanaście, w których coś nam nie pasuje.  

Ciekawa jestem czego Ty używasz zimową porą? Co szczególnie dobrze Ci się sprawdza? Koniecznie podziel się w komentarzu i pozwól mi odkryć swoją perełkę! 


Pozdrawiam, A.